czwartek, 5 marca 2026

Zaćmienie: Początek (scenariusz i rysunki: Karolina "Lomcia" Przybył, wydawnictwo Iocte Nocte, 2026)


Wojna światów H.G. Wellsa od lat inspiruje kolejne pokolenia. Karolina Przybył w swojej wariacji na temat inwazji z kosmosu dorzuca wątek spiskowej teorii, jakoby Obcy od lat już tu byli.

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Lomci miałem przy okazji Kronik Laosu. I gdy porównuję tamte prace i rysunki, to w Zaćmieniu od razu widać zauważalny progres w graficznym warsztacie. Choć sam komiks nie jest nowy. Jak opowiada autorka w posłowiu, pierwotna wersja powstała 10 lat temu a dopiero niedawno za namową fanów doczekała się odświeżenia. Choć wydarzenia przedstawione w Początku to akurat premierowy materiał, ukazający dzień najazdu kosmitów, którego zabrakło w starej wersji.

Bohaterką Zaćmienia jest Lidia Mazur, wychowująca samotnie córkę Sarę, opiekująca się matką i pracująca gdzieś za granicą jako pielęgniarka. W trudach życiowych pomaga jej Anthony Sky, zakochany po uszy brytyjczyk, na co dzień pracujący w agencji rządowej szukającej obcych form życia w kosmosie. Pewnego dnia Ant dociera do tajnych dokumentów z których wynika, że inwazja kosmitów jest tuż-tuż a ocaleć mogą jedynie ci, którzy uzyskali glejt uprawniający do przydziału w schronie Whitespur. Anthonemu udało się co prawda przemycić do listy uprawnionych rodzinę Lidii, ale nie przewidział, że atak nastąpi tak szybko. Zaczyna się więc wyścig z czasem.

Początek, zgodnie z nazwą, to wprowadzenie w świat przedstawiony. Poznajemy głównych bohaterów, osoby z ich najbliższego otoczenia oraz kilka szczegółów mających na celu nadanie postaciom głębi psychologicznej. Zapewne nie będą miały one większego znaczenia w przeszłości, gdyż najazd z kosmosu wywrócił wszystko do góry nogami, jednak Karolina postarała się by kreślony świat był jak najpełniejszy. A więc Lidia po pracy prowadzi normalne życie towarzystkie, jej córka ma pewną traumę związaną ze szkołą a współpracownicy Anthonego potrafią być małostkowi. I co ważne - powód inwazji jest jedynie zasygnalizowany, co tylko pobudza ciekawość. Druga połowa komiksu to już klasyczna próba odnalezienia się w chaosie, jaki zapanował po pojawieniu się latających spodków na niebie.

Choć pomysł na fabułę główną jest niczego sobie, to jednak Przybył używa zbyt dużo tanich zabiegów fabularnych. Jak inwazja, to musi być kadr z płaczących dzieciakiem. Scena w windzie, w której giną statyści jest kiepsko zaprojektowana - ciężko przyjąć do wiadomości czemu to właśnie ta a nie inna osoba wyszła z niej bez szwanku, jakby była niewidzialna. Dialogi często są jak z kiepskiego romansu - Anthony boi się o swoją ukochaną, więc wysyła Lidię do swojej matki, by nie była tej nocy sama. Mimo, iż w jego obecności byłaby jeszcze bezpieczniejsza; ale chłopak chce się wyspać, więc tylko na odchodne rzuca kilka fraz pełnych umarwienia. Pod względem emocjonalnym ta scena działa, logicznie trochę trzeszczy i nie da się tego zrzucić wyłącznie na karb dziwnego zachowania zmęczonego mężczyzny. A kilkuletnia Sara raz wypowiada dojrzałe zdania, by za chwilę jej język uległ nadmiernej infantylizacji. Dla przeciwwagi muszę pochwalić relacje między bohaterkami - zostały oddane z czułością, taką jaka panuje w każdej kochającej się wielopokoloniowej rodzinie.

Graficznie... hm.. też jest nierówno. Lomcia celuje w czytelniczki mang i stara się w swojej kresce zawrzeć te elementy, które mają prawo się spodobać szerszemu gronu wielbicielek tej stylistyki (uroda Anthonego czy podkreślanie siły uczucia, jakie łączy główną parę). Główny problem jest ten, że nie zawsze potrafi utrzymać podobieństwo rysów. Może to dlatego, że niektóre kadry powstały te kilka lat wcześniej, kiedy dziewczyna miała mniej wyrobioną kreskę? Gdyż momentami postaci dostają takiego grymasu (jakieś zezy, jakieś miny bez śladu inteligencji), które niepotrzebnie wybijają z rytmu opowieści. Mam też wrażenie, że konwersja wersji webowej do formatu papierowego nie do końca się udała - niektóre kadry zostały zbyt zminimalizowane by wpasować się w prostokątną stronę i ucierpiała na tym czytelność rysunków.

Zaćmienie: Początek nie jest zjawiskową pozycją, jednak ma kilka elementów, które mogą przyciągnąć uwagę i wzbudzić zainteresowanie, szczególnie wśród żeńskiej części publiczności. Komiks kończy się cliffhangerem, który trochę wskazuje, w którą stronę pójdzie fabuła. Widok spiczastych uszów każe mi przypuszczać, że opowieść zmieni środek ciężkości z science fiction na science-fantasy a wątki romantyczne wjadą jeszcze mocniej. Ani chybi szykuje się epicki ciąg dalszy!

Pierwszy rozdział komiksu dostępny jest w wersji cyfrowej w tym miejscu




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zaćmienie: Początek (scenariusz i rysunki: Karolina "Lomcia" Przybył, wydawnictwo Iocte Nocte, 2026)

Wojna światów H.G. Wellsa od lat inspiruje kolejne pokolenia. Karolina Przybył w swojej wariacji na temat inwazji z kosmosu dorzuca wątek s...