Prześladowań kapitana Huka ciąg dalszy!
Co może wydawać się zaskakujące, gdyż tomie drugim został oficjalnie uznany za zmarłego. Ale mimo, iż wesołe jest życie pirata, to jednak skądś trzeba wziąć złoto, by móc je rozdawać biednym i potrzebującym. Tak więc w Sztuce przekrętu pirat wziął się za fałszerstwo i sprzedaż dzieł sztuki co nie umknęło uwadze dwóm śledczym - Barnabie Matropowi i Urlykowi von Paniken. A w Machinacjach czasu postanowił odnaleźć szamana Animalsa w nadziei na przywrócenie ludzkiej postaci jego matce. Cóż z tego, skoro w tej misji podążył jego śladem jego dawny arcywróg - Kapitan Meno.
Daniel Koziarski w dwóch kolejnych albumach kontynuuje wypracowaną formułę komiksu quasi-improwizowanego. Na samym początku sygnalizuje główną intrygę będącą osnową całego tomu, ale niespecjalnie dąży do jej uważnego kontynuowania. Piraci z Wysp Szczęśliwych wzorują się na Kajku i Koku w kosmosie Janusza Christy. Tam kolejne odcinki publikowane w Wieczorze Wybrzeża nie trzymały się sztywno osi fabularnej a fabuła była wymyślana na bieżąco. Tutaj Koziarski z chirurgiczną prezycją rozpisuje przygody na 36 plansz, ale sposób tworzenia przygód rządzi się podobną nonszalancją - scenarzysta potrafi w dowolnym momencie wyciągnąć królika z kapelusza i kopniakiem popchąć historię w nieprzewidzianą stronę. Używa do tego całego wachlarza narzędzi narracyjnych: rozwiązań deux ex machina, dziesiątek postaci, których czas życia to jeden-dwa kadry, post-modernistycznych wtrętów mających źródło w dzisiejszym świecie oraz stężoną dawką parodii.
Tak więc o ile serię o Kajku i Koku, Kajtku i Kokoszu czy Asterixie można śmiało nazwać komiksami dla czytelnika w każdym wieku, tak z Piratami z Wysp Szczęśliwych wcale to nie jest takie oczywiste (tak, powtarzam tezę z recenzji poprzednich tomów). Satyra w wykonaniu Koziarskiego jest gęsta od nawiązań, gier słownych i wymaga pewnej wiedzy od czytelnika. Owszem, można się prześlizgnąć po Sztuce przekrętu śledząc zwariowane przygody bohaterów, ale w tomie pojawia się tyle odniesień do klasycznych dzieł sztuki, że bez ich znajomości żarty stają się komplenie niezrozumiałe. Gdyż scenopisarstwo Koziarskiego głównie żartem stoi. Nawet nie tyle sytuacyjnym, co słownym. Lwia część dowcipów opiera się na sprytnie przekręconych słowach, których to rozszyfrowanie nadaje dopiero właściwego znaczenia kreślonemu gagowi. Mając dodatkowo na uwadze, że w komiksie kadry bez dymków należą do rzadkości, to bardziej zrozumiały humor sytuacyjny przykryty jest wierzbiętyzmami w ilościach hurtowych. Asterix i Obelix: misja Kleopatry jest dobrym odnośnikiem, co może w środku oczekiwać czytelnik, który jeszcze nie miał okazji zaznajomić się z serią.
Znów się powtórzę - warstwa graficzna Artura Ruduchy jest równie gęsta co scenariusz i stanowi doskonałe uzupełnienie scenariuszowych wygibańców. Nie można w Piratach po prostu przeczytać dymki i przewrócić kolejną kartkę. Tu trzeba "doczytać" co dzieje się na dalszych planach, wypatrzeć szczegóły, docenić uzupełnienia, uśmiechnąć się na widok nieoczekiwanego slapsticku, popodziwiać cartoonową dynamikę. Co zresztą widać już po okładkach - każda z narysowanych tam postaci coś robi, jakby miała swoją własną, niezależną historię. W środku jest tego więcej i w takim samym szelmowskim wydaniu.
Dla fanów parodii i zawadiackiego humoru - Piraci z Wysp Szczęśliwych to must have (mój ulubiony gag to Wtem 1 i Wtem 2). Dla entuzjastów retro-kreski to jak obiad w eleganckiej restauracji. Pozostałych intensywność satyry górującej nad fabułą może przytłoczyć. Bohaterów co prawda da się lubić, ale wciąż to głównie gadające głowy, za którymi niespecjalnie się tęskni. Świat przedstawiony, w którym wszystko może się zdarzyć ito w dowolnej chwili powoduje, że brakuje w historiach napięcia fabularnego. W tych przygodach nie ma żadnej stawki - mimo iż mają one swoj finał, nie byłem specjalnie ciekawy zakończenia, gdyż podskórnie zdawałem sobie sprawę że splot wątków nastąpi rach-ciach, na ostatnich kadrach, ponieważ zbliżamy się do 36 strony i trzeba dotrzeć na napisu KONIEC. Niemniej jednak - będę kontynuował lekturę serii. Odłożyłem tomiki na półkę w bardzo dobrym humorze.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz