Można nie lubić wrestlingu i całej otoczki przemocy, która unosi się nad tym sportem. Ale komiks przeczytać warto, choćby ze względu na komentarz społeczny.
Można nie lubić wrestlingu i całej otoczki przemocy, która unosi się nad tym sportem. Ale komiks przeczytać warto, choćby ze względu na komentarz społeczny.
Cóż, w świecie IDK apokalipsa zombie trwa w najlepsze. Mogłoby się wydawać, że twórczyni zacznie rzucać odgryzanym mięchem na lewo i prawo, a hałdom flaków nie będzie końca, a tu proszę - Zvyrke skręciła fabułę w klimaty dość klaustrofobiczne.
Rzeźzin #1 był owocem radosnej twórczości artystów lubujących się w przeróżnych odmianach grozy. Wyszła antologia z szerokim zakresem podejmowanych tematów w środku - od epatowania przemocą do serwowania pociesznych opowiastek. Decydując się na stworzenie drugiej części, redaktorzy mocno zmienili zasady. Miało być więcej Rzeźnika w Rzeźzinie a historie miały się toczyć w okolicach Jelitkowa (dzielnica Gdańska - miejsce zostało wybrane ze względu na dobrze brzmiącą nazwę). I cóż, wiedzieli co robili!
Ah, ta wymowna okładka. Dwoje bliskich sobie ludzi, a jednak przestrzeń ich dzieląca jest zauważalna! UWAGA: SPOILERY.
Krótka historia o próbie ubrania w słowa czegoś mocno ulotnego. Udanej.