poniedziałek, 3 marca 2025

Paradisio (scenariusz i rysunki: Jan Kabaciński, Timof i cisi wspólnicy, 2025)


- No nie wierzę! Cześć Wojtek. Nie możemy się zgadać od dwóch miesięcy, a spotykamy się w kolejce do kebsa!
- Takie czasy Grzesiek, starość nie radość, ciężko zgrać wolne terminy.
- Co słychać? Widziałem na insta, że znowu paczka komiksów ci przyszła!
- Nawet nie mów, znów za dużo na nie wydałem...
- Po rolce mniemam, że nowego Kabacińskiego wrzuciłeś też do koszyka. Czytałeś już?
- Ano. A ty?

- Tak jest. Tylko wiesz, ja w pdf-ie. Dostałem na maila od samego autora, z prośbą o reckę. Stąd mam na kebsa.... Z kurczakiem, w bułce, sos mieszany, na miejscu poproszę!
- Ja to samo, tylko z ostrym!
- Czaisz, że stosunkowo długo źle czytałem tytuł? Paradiso zamiast Paradisio. Podświadomie sądziłem ze to jakieś nawiązanie do filmu Guest House Paradiso Adriana Edmondsona z 1999 roku. Bo wiesz jak Kabaciński jest zafiksowany na najtisach. A to chodziło o kapelę jednego, krindżowego przeboju. Skąd miałem więc to wiedzieć?
- Say no more. Ja dalej nie wiem, o co chodzi z motorem na okładce, w komiksie nikt na nim nie jeździ!
- No właśnie, zaraz na początku widzimy rozklekotany ambulans.
- Który dość szybko zostaje zepchnięty na dalszy plan, a jego miejsce zajmują góry mięśni i ogromniaste giwery!
- Tja, Liefield i koledzy. Głupio przyznać, ale też sprawdziłem, jak tam są narysowane stopy!
- Stopy, stopami ale czy ty ogarniasz o co chodzi w tym komiksie?
- Mniej więcej, tu jest podobny przypadek jak w Gore Cop, więcej trzeba się domyślić, wykorzystując nabytą wiedzę o kliszach fabularnych z tamtego okresu.
- Ano właśnie... Hej, masz kapustę na brodzie. Zetrzyj se. Wracając do tematu. Podoba mi się rozpoczęcie. Ot, dwóch gostków w karetce pogotowania wiezie jakieś zwłoki w worku. Niby mroczna scena, niby swojskie klimaty okresu transformacji, niby granie na lękach związanych z aferą łowców skór, ale - dla przeciwwagi - fabularny mrok szybko jest gaszony przez dźwięki wydawane z samochodowego radia. I gdy rozlega się kichnięcie, wchodzi już Kabaciński na pełnej. Zaczyna się gore, szlam, latają poobcinane głowy, jedna przerysowana scena zastępuje drugą, dialogi cuchną Pasikowskim na kilometr, a historia z sensacyjniaka klasy B płynnie przechodzi w horror klasy Z. 
- Hehe, w końcu to underground, szkoła Kowalczuka. Czego się spodziewałeś? Chromowanych rur wydechowych motocykli i lasek w bikini? Zamiast tego dostałeś księżyc obładowany krakowskimi obarzankami [sic!].
- I wyraźnym hołdem dla wczesnego Image. Marvela w sumie też. Choć trochę dziwnie się to czyta. Polska popkultura nigdy nie była oparta na mięśniakach. Owszem, mieliśmy swoich twardzieli, ale ci rzadko kiedy pokazywali wyrzeźbioną na siłce klatę. Bardziej cechowali się mocną głową przy piciu wódki. A tu proszę - komendant policji ma słusznego biocepsa, a główny bohater to już w ogóle Deathstroke 2.0. Ten misz-masz autorowi wyszedł najsłabiej. Z jednej strony chce czytelnika przekonać, że akcja dzieje się u nas, tuż za rogiem, a z drugiej strony wszystko śmierdzi za bardzo Ameryką, łącznie z obcymi architektonicznie balkonami przeciwpożarowymi. 
- Ale w twórczości Kabacińskiego nigdy nie chodziło o realizm; zawsze to był festiwal hołdu do lat 90. Fabuła to tylko pretekst do widowiskowych rozwałek, pozbawionych i logiki i sensu. Tutaj wszystko jest mniej więcej w ryzach. Policja na radykalny plan radzenia sobie ze przestępczością, wizja piekła jest niezminnie wszczepiona w chrześcijański grunt a całość wieńczy dołerska klamra. Owszem, jest chaos, momentami ciężko odgadnąć, która z postaci znajduje się w kadrze, albo jakim cudem gość A znalazł się w miejscu B, ale mimo wszystko łapiemy czemu bohaterowie są non stop wkurwieni.
- Niby tak... Moment, podaj chusteczkę, znowu nawalili tłuszczu do sosu i spływa. O czym ja to? Aha. Paradisio przyjąłbym znacznie gorzej, gdyby nie graficzne eksperymenty Jana. Facet tu nieźle zaszalał. To, że pełno tu niemożliwych anatomii to wiadomix. To, że lubuje się w rysowaniu pełnego garnituru zębów - w końcu to szlam. Ale zajebiście wyszły mu kadry 'geometryczne', w której zmiana ustawienia kamery opowiada kawał historii na niewielkiej przestrzeni. Pamiętasz scenę na nieszczęsnych schodach i upadające o bruk drzwi? Albo pierwsze pojawienie się Łazarza 2 w świetle latarni? Widok helikoptera z góry? Kurde, Kabaciński ma gęstą, brzydką paintową kreską, gdzie szczegóły zlewają się w niezalowy cholesterol - ale gdy rysownik wjeżdża z czymś bardziej minimalistycznym, choćby z powodu zwykłego kontrastu - plansze zaczynają miło rezonować w głowie. Jest w tym wszystkim świeża przestrzenna wyobraźnia, mimo iż stronę dalej już dostajemy obuchem w potylicę od ekspansywnego bazgrolenia.
- Pozostaje więc pytanie, co z tym motorem z okładki! No, pożarci, czas się zbierać. Fajnie się było zgadać. Czyli co, polecasz Paradisio-Mr Misio?
- W sumie tak - tym, którzy nie mają alergii na niezal, bombastyczne dialogii i rysunki myszką. Dla mnie to tytuł lepszy od Gore Copa. Choć z chęcią w tej fabule bym zobaczył zreanimowanego Franza!


p.s. oczywiście Wojtek i Grzesiek to konstrukty na potrzeby recenzji. Ale autor tego tekstu naprawdę dostał recenzenckiego pdf-a od Kabacińskiego. Choć pewnie nadawca liczył na bardziej klasyczną opinię :)

3 komentarze:

  1. Dzięki za opinię! Fajna, eksperymentalna forma recenzji, siadła mi zdecydowanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż mi sos z kebsa poleciał jak czytałem :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tu painta nie widzę ale mały progres

    OdpowiedzUsuń

Kurhan Eryka Krwiopijcy #1 (scenariusz i rysunki: Paweł Przygoda, webkomiks, 2024/2025)

Rozrysował nam się pan Przygoda w zeszłym roku. Dodatkowo w okolicach Świąt Bożego Narodzenia ruszył z publikacją odcinków nowej serii, tym...