Umarł król, niech żyje król!
Był BMag, nie ma BMaga. Był Bazmag, nie ma Bazmaga. Jest za to BAZ. Czyli good old shit w odświeżonej odsłonie. Gdyż czytelnicy kosmatej wyobraźni Filipa Wiśniowskiego od razu poczują się u siebie i automatycznie zapną pasy szykując się na jazdę bez trzymanki. BAZ oferuje wszystko, co bazgrollowy zin może pomieścić - fragmenty nowych historii, parę użyczonych stron, na których mogą wyżywać się zaproszeni goście, tłuste bloki reklamowe, nachalne autopromocje, pozbawione cenzury Listy do redakcji, odpoczynek przy telewizji śniadaniowej Bazgrolle TV oraz kącik artystyczny. I to wszystko na 24 stronach. Jak to możliwe? Ano prosto - Fill od zawsze myślał post-apokaliptycznie, o czasach, gdy papier będzie na wagę złota. Więc i tym razem zabazgrał każdy dostępny cm2 celulozy, upychając na niewielkiej przestrzeni jak najwięcej komiksowego gruzu. Marginesy? Paginacje? Szmery-bajery? To nie tutaj - BAZ to cyt.: "24 karat pages - pure gold!!!"
A co dokładniej w środku? Życie po życiu skłania do refleksji. Andżej wpadł w życiowy stupor - kumple z ekipy porozjeżdżali się po świecie a firma produkująca Doktora zmieniła recepturę czyniąc go niepijalnym napojem. Pomysłem na przełamanie impasu okazało się... założenie własne piccerii. Jak w świecie kapitalizmu A. odnajdzie się mając do pomocy kurczaka Radka? Dowiemy się zapewne za parę numerów. Wojownik przenosi nas w mroczny świat nielegalnych walk MMA. I kończy się ohydnym cliffhangerem. Na szczęście chwilę później dla uspokojenia emocji Fil zabiera nas na Wycieczkę do Rzymu (choć akurat ten epizod wydaje się być bez pomysłu) oraz daje się unieść nostalgicznym wspomnieniom o przeżytych letnich festiwalach (jest zarówno coś dla dziadersów jak i hipsterów). Aaaaa i jest nowa część Topfila! W której dochodzi do bitwy powietrznej!
W części koleżeńskiej Jerzy Łanuszewski zdradza a Okrasa graficznie przedstawia złote porady Stana Lee, który w prosty sposób instruuje czytelnika jak inwestować w sztukę. Autorzy opowiadają o tym bez ogródek, dosadnie, lekko cynicznie, ale w końcu żeby zarobić pierwszy miliard trzeba mieć twardą dupę, prawda? Gangsterski vibe Basia Okrasa okrasiła minimalistyczną, hanno-barberową kreską. Mam nadzieję, że duet pobazuje na łamach BAZa częściej. Daro Hero vs Hero Daro Wojciecha Malarta jest dość nieczytelne, jeśli nie zna się bohatera zinów artysty podpisującego się jako Who. Z kolei Ojciec Rene pokazał się w wydaniu, jaki najbardziej lubimy. Mignolowym. ciPuszka PANa DORY operuje uroczą czernią, szkorbutem w paszczach hellboyowych umarlaków i ojcorene'owymi betonowymi prąciami. Jakie to smaczne w tym wulgarnym wydaniu!
A za najjaśniejszy punkt numeru uznaję całostronicowy rysunek na przedostatniej stronie. Wyczuwam w nim nawiązania sensoryczne do BART-a!
Gry słowne, nawiązania popkluturowe, mruganie okiem, humor, chumor, niezalowa szorstkość, udane obserwacje komiksowej subkultury, (nie)wybredne poczucie smaku - Bazgrollom wciąż do twarzy w 'nowych' fatałaszkach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz