Gdyby istniały kocie odpowiedniki Transformerów, wyglądałyby jak Fay i Sky!
Maskoty to krótki siedmiostronicowy zinek z fabułą opartą na pojedynczym gagu. Akcja dzieje się na korytarzu pewnej fabryki, w którym to dwie kotki-robotki robią sobie śmichy-chichy z pewnej postaci, początkowo ukrytej poza kadrami. Główny dowcip polega na ujawnieniu kim jest owa tajemnicza istota. Co prawda po wszystkim można powiedzieć "okey, ale żart z brodą" - jednak to, co jest fajne w Maskotach to cała otoczka prowadząca do finalnych kadrów.
Główne bohaterki, Fay i Sky, to dwie mechaniczne kotki o całkiem sporej charyzmie. Ta objawia się słodkim szczebiotaniem i prezentacją umiejętności, które zapewniają im wbudowane uzbrojenie. Dodam tylko, że w ich wydaniu przegląd hardware'u ma więcej cech popisywania się, niż profesjonalnego przeglądu. W pewnym momencie na scenę wkracza Krakacz, cybernetyczny naukowiec, który jest totalnym przeciwieństwem pełnych energii dziewczyn. Wystarczy szybki rzut oka na jego twarz i od razu widać, że jego główną cechą jest zrzędzenie. A że zestawienie ze sobą kilku odmiennych charakterologicznie postaci zawsze sprawdza się fabularnie, więc sprawdza się i tu. Od razu lubi się bohaterów i odnosi się wrażenie, że potencjał na dalsze przygody jest całkiem spory.
Fussilly narysował zinka w stylu cyber-anime, w którym to projekty cybernetycznych maszyn zostały przepuszczone przez mangową wrażliwość. Cat-girls w jego wykonaniu są urocze, projekt naukowca z pływającym mikro-mózgiem obłędny, wyobraźnia sama dorabia błyski chromowanych powierzchni mimo czarno-białych rysunków, anatomie kreskówkowo pomiksowane a grymasy na twarzach łebsko dobrane do charakterów i sytuacji. Nie jest łatwo nadać dynamikę czemuś, co waży tonę i składa się z żelaza i komputerowych podzespołów - tutaj wszystko ma kocie ruchy, ujmującą grację i komediową zadziorność.
Fajny, uroczo-głupiutki cartoon, nie tylko dla miłośników cat-girls.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz