Z okładki spogląda na nas wkurzona Monica Geller-Bing z F.R.I.E.N.D.S., która po ślubie z Chandlerem wolny czas zaczęła spędzać na siłce.
Ale śmichy na bok. Takim oto coverem Stańczyk i Bozia anonsują start nowej zeszytowej serii na rodzimym rynku. Okładka potrafi przyciągnąć oko; pomysł by w rysunek człowieka witruwiańskiego Leonarda da Vinci wpleść wyzywająco spoglądającą dziewczynę wyszedł na tyle sugestywnie iż z powodzeniem osiągnął zamierzony cel. Chce się od razu przekartkować zeszyt i sprawdzić kim jest owa tajemnicza kobieta!
Jednak to nie ona jest pierwszoplanowym bohaterem. Tym jest Igor "Iggy" Sosnowski, zwykły nerdo-student jakich wielu. Typ słabeusza, nie mający pojęcia o obowiązujących trendach w młodzieżowej modzie, bez specjalnie ujmujących cech charakteru. I poznajemy go w dość nietypowej sytuacji gdy rozstaje się ze swoją dziewczyną. Właściwie "rozstaje się" to złe słowo - laska go rzuca w najbardziej krindżowy sposób. Na szczęście ma kumpla, jego totalne przeciwieństwo. I gdy obgadywują temat siedząc na warszawskich bulwarach, Iggy zauważa spacerującą kobietę z okładki. A widząc, jak lokalne patusy ją zaczepiają, postanawia przyrycerzować. Następuje klasyczna scena - on sam jeden z wątłymi ramionami na grupę napakowanych dresów. Scenariusz w tym momencie jest przewidywalny - chłopaczyna dostaje łomot. Ale to dopiero początek komiksu!
Złamane serca, złamane pięści to nawet nie rozdział pierwszy, powiedziałbym że zerowy. Poznajemy trójkę bohaterów, ich rysy psychologiczne (oraz fizyczne) i właściwie to tyle. Jedynie ostatni kadr podaje jakąś przesłankę, w którą stronę pójdzie fabuła. Nie dostajemy jeszcze żadnego zalążka jakieś większej intrygi, można jedynie przypuszczać że postacie drugo i trzecioplanowe w którymś momencie powrócą, choć kolejne spotkania będą odbywać się już na innych zasadach. Czym bądź kim jest tytułowe Osiem? Na tym etapie jeszcze nie wiadomo. Gdyż lwią część komiksu zajmuje łomot. Taki łomot na kopniaki i pięści. Czy więc zawartość komiksu nijak się nie umywa do świetnej okładki? Otóż nie.
Pokuszę się na dość odważne stwierdzenie - czytając Osiem, w mózg dość szybko wleciały mi skojarzenia z Niezwyciężonym Roberta Kirkmana. Nie, nie chodzi mi o podobieństwa fabularne, bardziej o zbliżony storytelling. Pierwsza część zeszytu jest obyczajówką i tu Stańczyk dość elegancko wchodzi w buty autora Żywych trupów. Dwóch kumpli rozmawia jak dwóch kumpli - główną osią rozmowy jest rozstanie Igora, ale przy okazji dogadują sobie jak to przyjaciele; są uszczypliwi, wymierzają między sobą punche, ale czytelnik od razu wyczuwa między nimi chemię. Ot, siła przeciwstawieństw. Druga część komiksu, gdyż już dochodzi do naparzanki, to popis Pepasińskiej - która, niczym Ryan Ottley, puszcza ze swadą całą graficzną machinę w ruch. A to naprzemiennie stosuje ciekawe zabiegi dynamizujące akcję, a to uskutecznia slow-motion by zrobić jakiś fajansiarkie screenshoty chwil, które w rzeczywistym tempie trwają zaledwie kilka milisekund.
I chociaż u Bozi często widać Ottleyowy styl rysowania anatomii, to nie da się nie zauważyć inspiracji animacjami pokroju Futuramy. Postacie mają charakterystyczne bulbiaste oczy a brutalniejsze kadry często przybierają karykaturalno-satyryczną postać. Co dobrze pasuje do wydźwięku całości. Twórcy się chwalą, że mają w głowie opowieść o tajskim boksie, okładka sugeruje, że środek będzie pełen krwi i kopniaków, a już pierwsze strony dowodzą, że całości będzie bliżej do Ricka & Morthy'ego niż np. Obywatela Dopalonego.
Cóż, zeszyt pierwszy to intrygujący zaczyn jakieś szalonej, awanturniczej opowieści o pulpowym posmaku. Dariusz pokazuje, że pomiędzy łup-łup-łup będzie chciał sprzedać kawał soczystego obyczaju (choć raczej w lekko frywolnej formie), a Pepasińska dowodzi, że nie straszne jej amerykańsko zorientowane mainstreamowe rysunki. IMHO warto braść i dołożyć swoje grosze do kickstarterowej zbiórki.
p.s. Wiem czym jest owo Osiem. Ale to można wyczytać jedynie z materiałów promocyjnych; surowy komiks nie daje żadnych wskazówek. Ale jak się to już ogarnie, to okładka wybrzmiewa jeszcze z większą mocą.
Tekst napisany na podstawie pdf-a podesłanego przez Stańczyka. Dariusz nie miał wpływu na treść recenzji, jedynie wyraził nadzieję, że wpis ukaże się jeszcze podczas trwającej kampanii. Chciał - to ma!




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz