Siedemnasty zeszyt kontynuuje wątek najlepiej napisanej postaci cyklu - Bogumiły Fiszer.
Bogumiła wraz z mężem musiała opuścić Polskę i przeprowadzić się do Izraela. Dokładnych powodów tej "decyzji" możemy się domyślać. Zapewne w grę wchodziło ich żydowskie pochodzenie jak i wdrożenie w życie kolejnej fazy operacji "Dzieci Samuela". Nie znam się na historii, zgaduję jedynie, że owa operacja była ściśle powiązana ze sprawą agenta Lucjana Leviego działającego pod pseudonimem "Samuel". W każdym razie Fiszerowie w Jerozolimie musieli ułożyć sobie życie od nowa. Będąc pracownikiem MSW mąż Fiszer długo nie zasypiał gruszek w popiele i zaraz po przyjeździe szybko nawiązał kontakty z tajemniczymi ludźmi. Jakiś czas później małżeństwo dociera do Palmiru, na teren wykopalisk prowadzonych przez archeolog Annę Sadurską. Tam Bogumiła goniąć dzikie zwierzę zostaje uwięziona we wnętrzu grobowca.
Wątek ponadnaturalny został poprowadzony poprawnie. Opowieści, gdzie siła bogów jest zależna od liczby ich wyznawców, trochę powstało (chociażby "Opuścić Los Raques" Macieja Żerdzińskiego). Scenarzyści tym razem wzięli na warsztat postać z mitologii staroarabskiej. Tomasz dość sprytnie zaplanował wydarzenia, by pokazać, że wierzenia starożytnych Greków i Rzymian nie wzięły się z niczego lecz stanowią naturalne (?) przedłużenie jeszcze starszych religii. A sama konfrontacja Fiszer z fantastycznym bytem miała jeden cel - skłonić Bogumiłę do podjęcia pewnej decyzji. Gdyż cała otoczka związana z rozterkami pani doktor została obudowana najsilniej emocjonalnie i stanowi najbardziej intrygującą część komiksu.
Bogumiła Fiszek jest jak Dana Scully z Archiwum X. Kobieta już tyle razy miała sposobność obcować z niewytłumaczalnymi fenomenami i za każdym razem wygrywał naukowy beton. Tu wydaje się, że twarda fasada zaczyna powolutku pękać. Czemu akurat tutaj? Kluczowa jest pierwsza strona, w której widzimy nie mogącą zasnąć medyczkę. Jej mina mówi wszystko - jest jej źle po wylocie z Polski i widać, że prowadzi wewnętrzną walkę nie mogąc się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Podczas spotkania w grobowcu pada jedno symptomatyczne zdanie: "Więc walcz póki jeszcze możesz". Te parę wyrazów, wypowiedziane przez kogoś, z kim naukowczyni wytworzyła wspólną więź, zaczęły kruszyć tamę. Można zgadywać, że Fiszer wkrótce wrócić do sceptycznej normy; jednakże przemiana w tym zeszycie jest wyraźna. W ogóle, Bogowie są spięci bardzo wymowną klamrą. Proszę spojrzeć na wyraz twarzy Bogumiły w trzecim kadrze i ostatnim. To twarz tej samej kobiety, a jak psychicznie różnej! I czy sposób, w jaki trzyma opakunek nie jest kolejną przesłanką do jej cały czas drzemiącego instynktu macierzyńskiego?
Zastanawia mnie bardzo postać bezimiennego męża Bogusławy. Do tej pory był postacią trzecioplanową, raczej milczącą, o gburowatym usposobieniu. W Bogach również nie kradnie naszych serc. Ot, agent zawsze będzie agentem, łasym na pieniądze oraz kierującym się egoistycznymi motywami. Pytanie tylko - czy aby przypadkiem twórcy nie chcieli byśmy tak myśleli? Dołączona w formie dodatku notatka wewnętrzna Departamentu I MSW rzuca nowe światło na jego poczytania. To szalenie intrygujący i niejednoznaczny wątek.
Zeszyt został pięknie narysowany i namalowany przez Judytę Sosnę. O tym, jak potrafi dopowiadać fabułę mimikami wspominałem wcześniej. Ale również udanie oddało się jej skwar pustyni, chłód nocy, monumentalnych ruin i ciasnych straganów Jerozolimy. Przyklaskuję również projektowi postaci bogini. Pomysł by nadać jej figurę rzeźby z uciętą płaszczyzną jest kapitalny. Również zastosowana patera kolorów miejscami ma impresjonistyczne naleciałości.
Wygląda na to, że kolejny zeszyt Wydziału 7 znów mnie kupił i zmusił do międzykadrowych rozkminek. Cóż, lubię to!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz