Kolejny komiks o Wandzie Rutkiewicz, który powstał z okazji ustanowienia roku 2022 rokiem najsłynniejszej polskiej himalaistki? Przecież dostaliśmy już Piękno i grozę gór autorstwa Artura Wabika i Marcina Wierzchowskiego. Takie myśli buzowały mi w głowie, gdy przejeżdżałem myszką po okładkach tegorocznych nowości. Jednak kupiłem, od razu układając w myślach tekst o "powtórce z rozrywki".
Czemu Wanda pojawiła się tak późno, cztery lata po wydarzeniu? Powód prozaiczny - życie. Marcin Bałczewski usiadł do scenariusza w 2021 roku, chwilę później za tworzenie pierwszych stron zabrał się Jakub Rotte. Zdążył narysować połowę scenariusza, kiedy urodziło mu się dziecko, co skutecznie zastopowało dalsze prace. Finalnie komiks dokończyła Zvyrke a tytuł trafił na rynek dopiero w styczniu tego roku. I by nie przedłużać - uczucie "gdzieś już to czytałem" występuje w niewielkim stopniu. Mimo, iż obie historie dotyczą ostatniej wyprawy Rutkiewicz na Kanczendzongę w maju 1992.
Gdyż Bałczewski podszedł do tworzenia swej opowieści w inny sposób (w trakcie tworzenia scenariusza nie miał wiedzy o powstającym Pięknie i grozie gór; pozycję tę przeczytał dopiero po premierze, gdy Wanda była już w produkcji). Autor przerobił nie tylko dostępną literaturę fachową, ale też wczytał się w wywiady publikowane w codziennej prasie a także zebrał pokłosie anonsu na FB, w którym poprosił o nadesłanie wiadomości od ludzi, którzy mieli okazję poznać himalaistkę prywatnie. I będąc uzbrojonym w taką wiedzę, mógłby się nią pochwalić i stworzyć scenariusz przeładowany mało znanymi ciekawostkami. Marcin postanowił jednak, że opowie o ostatniej wyprawie w dość powściągliwy sposób, operując głównie metafizyką i zimnym oniryzmem.
Fabuła jest właściwie szczątkowa. Do obozu przygotowawczego przybywa bliżej nieznany dziennikarz, by przeprowadzić z Rutkiewicz szybki wywiad. Po czym Wanda w towarzystwie kompana Carlosa rusza zdobywać szczyt. Podczas wędrówki nie rozmawiają ze sobą zbyt wiele, warunki atmosferyczne na to nie pozwalają. Jedynie od czasu do czasu z ust bohaterki pada parę przemyśleń przerywanych fragmentarycznymi migawkami z przeszłości kobiety.
A jednak to scenarzyście wystarczyło by powiedzieć całkiem sporo o Rutkiewicz. Co znamienne, to nie jest laurka wspinaczki. Wg relacji osób z jej otoczenia, Wanda była dość nielubianą osoba, co dobrze oddano w komiksie. Ot, typ indywidualistki skupionej na byciu najlepszą i potrafiącą regularnie ochrzaniać ludzi za błahostki czy zbyt głośne rozmowy. Poznajemy ją jako obdartą z mitów postać, nieco cyniczną, zawziętą i skupioną przede wszystkim na wyzwaniu. Ale to tylko jedna strona medalu. Bałczewskiemu udaje się pokazać również, że za tą fasadą mroźnej i nieprzystępnej kobiety kryją się o wiele bardziej niejednoznaczne emocje. Kobietą rządzi fatalizm - przekonanie że umrze w górach; śmierć bliskich osób również wywarła spore rysy na jej psychice, co doskonale portretuje najbardziej przejmujący kadr w komiksie. Pan też chce odejść? - pyta Rutkiewicz i na sekundę ściąga maskę twardej, niezależnej kobiety...
Portret psychologiczny himalaistki zajmuje około 1/3 tomiku. Pozostałą część przejmują rysownicy by pokazać jej ostatnią drogę. Na początku oglądamy pierwsze, żwawe kroki, z oddaloną kamerą, która ukazuje majestatyczne przestrzenie skutych lodowcem szczytów. Gdy przychodzi zmęczenie, ogniskowa się zmienia, przybliżając się do dwójki wspinaczy i dokumentując coraz trudniej stawiane kroki, siniejące wargi oraz postępujący chłód. Zdobywanie szczytu ma wyraz metafizyczny, alegoryczny wręcz w przedstawianiu odwiecznej walki z naturą, pokonywaniu własnych słabości, szukaniu życiowego celu. Kinky Friedman kiedyś powiedział "Znajdź to, co kochasz, i pozwól, by cię to zabiło". Chyba ten cytat najlepiej oddaje wymowę tej skromnej pozycji.
Wanda i Piękno i groza gór to dzieła uzupełniające się, skupione na innych aspektach funeralnej wyprawy Rutkiewicz a także operujące różnymi środkami wyrazu. Zarówno Rotte jak i Zvyrke nie są rysownikami realistycznymi, więc ciężko w komiksie znaleźć fascynujące kadry z górskimi panoramami, które tak kochają górscy wędrowcy. Ich kreska jest bardziej introwertyczna, nastawiona na podprogowe oddziaływanie. Góry tutaj są "pokraczne", ale mają w sobie magnetyczne piękno i udanie kontrastują z kruchością ludzkiej egzystencji.
To całkiem udany hołd, bez sztucznej mitologizacji. I mimo, iż tytuł nie ma szans aspirować do dzieł ważnych, poprzez quasi-reporterskie podejście do tematu w pierwszej części i metafizyczne w drugiej, daje nam poczucie, że o wiele lepiej rozumiemy co siedziało w głowie Rutkiewicz niż moglibyśmy to wyczytać z okolicznościowych artykułów.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz