Czasami posiadanie supermocy przynosi więcej szkody niż pożytku. Poznajcie historię Adam Czarnego, policjanta z PTSD.
Czarny ma pewną zdolność. Potrafi widzieć aury. I w zależności od koloru, potrafi określić czy dana osoba jest zła czy dobra. Umiejętność działa według prostego szyfru: biały kolor to szlachetność, czerń świadczy że mamy do czynienia z człowiekiem o wątpliwej reputacji. A że zdolność Adama jest niemożliwa do udowodnienia, jest więc mnóstwo osób, którzy w jej istnienie nie wierzą. Oprócz tych, którym uratowała życie.
Głównych bohaterów opowieści poznajemy rok po pewnych traumatycznych wydarzeniach, po których Czarny wycofał się z zawodu i zaczął swój dar traktować jako przekleństwo. Można łatwo się domyślić dlaczego. W praktyce niewiele osób jest moralnie kryształowych a posiadaną moc nie można kontrolować - na kogokolwiek by nie spojrzał, Czarny widział głównie mroczne poświaty. Dodając to tego osobistą tragedię, mężczyzna w krótkim czasie stał się odludkiem i wrakiem człowieka. Pewnego dnia puka do niego koleżanka z byłej pracy. Z prośbą by pomógł jej w śledztwie. W mieście zaginęły trzy młode dziewczyny, policja działa pod presją a śledztwo utknęło w martwym punkcie. Sara wytypowała trzech podejrzanych i chce by Adam rzucił okiem na ich aury, mając nadzieję że to pozwoli zdekonspirować zwyrodnialca.
Brzemię (tytuł pierwszego zeszytu) stawia Czarnego w roli drugoplanowej. Główną osią fabuły jest śledztwo Sary i jej nowego partnera Kamila w dochodzeniu kto jest porywaczem dziewczyn. Tak więc oprócz tego drobnego wątku nadnaturalnego dostajemy stricte policyjną historię - przesłuchania, detektywistyczne rozkminki, szarpanie się z biurokratycznymi procedurami a także pościgi i wyścig z czasem. Tu trzeba pochwalić Sutora jak umiejętnie kreuje świat przedstawiony bez zabierania przestrzeni elementom rozrywkowym. Zaznacza pewne wątki, które będzie rozwijał w przyszłości, żongluje niedopowiedzeniami z przeszłości i stara się nadać swoim postaciom zróżnicowane rysy charakterologiczne. Owszem, operuje fabularnymi kliszami (Sara - twarda, zaprawiona w boju kobitka, Kamil - żółtodziób, obiecujący, szef - kawał skurwiela, Adam - porozbijany psychicznie gość) ale logicznie je prowadzi; postacie o takich charakterach zachowują się tak, jak po nich oczekujemy.
Żeby nie było za słodko. Bartek pisze dobre dialogi, dzięki którym upiększa skrótowo prowadzoną fabułę, jednak czytelnik, nawet nie mający do czynienia z codzienną pracą dziennikarzy, zgrzytnie zębami na niektóre nielogiczności. Sara wytypowała trzech podejrzanych, posiłkując się m.in. informacjami, iż w przeszłości byli notowani za podobne czyny (w domyśle - uprowadzenia kobiet (?)). I zdziwko że Adam zobaczył same czarne aureole. Gorzej - cała trójka po opuszczeniu komisariatu zachowuje się debilnie wracając do swoich rutynowych przyzwyczajeń, zapominając że na policję nie trafili w charakterze świadków. Również wytypowanie przez Sarę głównego podejrzanego nie zostało porządnie umotywowane. Do tej pory nie wiem, co skłoniło ją do takich a nie innych wniosków. Mam swoje teorie, ale i tak wydają mi się... słabe.
Łukasz Perdjan nie posiada jeszcze zbyt dużego dorobku komiksowego i po rysunkach widać, że chłopak dopiero nabiera warsztatu. Kreskę ma nierówną. Postacie charakteryzuje pewna sztywność, zdarzają się kadry o uproszczonych anatomiach i zbyt karykaturalnych grymasach. Na szczęście powodów do pochwał jest znacznie więcej. Łukasz przyłożył się do "statystów" - fajnie zobaczyć policjanta z brzuszkiem, laskę w jeansowych szortach czy szefa w poluzowanych krawacie. Perdjan lubi kombinować z komiksową narracją. Ciekawie kombinuje z układem kadrów i nie boi się eksperymentować z nietypowymi perspektywami. Nie da się nie zauważyć strony, w której dostajemy scenę rodem z rysunku technicznego mieszkania i nie można przejść obojętnie obok rozkładówki w środku z widowiskową sceną pościgu. Dałbym mu za nią jakąś nagrodę!
Pierwszy zeszyt Ciemnego odcienia czerni nie jest tytułem, który chce się wbić przebojem w komiksowe poletko. Póki co, to przyzwoite czytadło. Oby tylko twórcy znaleźli jakieś praktyczne zastosowanie daru Czarnego. Na razie to rzeczywiście brzemię, bez widocznego potencjału fabularnego.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz