Karolina Czarna kontynuuje nieformalną serię komiksów pod tytułem 'Falauke uczy i bawi'.
W Kawusi i papieroskach autorka na tapet wzięła nowożytną historię związaną z kulturą palenia tytoniu; w swym najnowszym zinie zajęła się tematem Pavor nocturnus. Czyli lękami nocnymi albo - posługując się ludową mitologią - dusiołkami bądź marami sennymi. Chodzi o nieprzyjemne uczucie nagłego wybudzenia się ze snu i wrażenia, jakby coś siedziało nam na klatce piersiowej. Na tym skończę opis zjawiska - po więcej szczegółów odsyłam do komiksu, gdzie artystka tłumaczy to wszystko z dydaktycznym polotem.
A robi to wszystko posługując się wybranym studium przypadku. Czyli... własną osobą. Historia zaczyna się pewnej gorącej wrocławskiej nocy, gdzie po zażartej filmowej dyskusji z przyjaciółmi Falauke udaje się na mieszkanie zakończyć dzień. Tam myje ząbki, kładzie się spać, gasi lampkę by chwilę później otworzyć oczy i zobaczyć tuż przed twarzą złowrogą głowę potężnego węża. Owo zdarzenie daje autorce punkt odniesienia do opowieści o życiu w cieniu nawracających nocnych lęków a także pozwala spojrzeć na zjawisko przez pryzmat dzieł literackich, w których ów temat był podnoszony. Całość wieńczy krótkie porównanie jak do pewnych aspektów podchodzą największe religie. Czytelnik musi się przygotować na cytaty z Carla Gustava Junga, Zygmunta Freuda a także Edgara Allana Poe czy Philipa K. Dicka.
Karolina znów to zrobiła - stworzyła kawał dobrego autobiograficznego komiksu i obudowała go sugestywnym kulturoznawczym szkieletem. Te narzędzia posłużyły jej do wizualizacji złożonego stanu wewnętrznego, którego system naczyń połączonych mający źródło w przeszłości jak i teraźniejszości objawił się malfuncją w postaci parasomni. "Rozmyślanie o uczuciu lęku (...) stanowi nieodłączną część samotności, ciszy i ciemności - trzech stanów, od których ludzie nie potrafią się całkowicie uwolnić, pomimo udręki, jaką potrafią wywołać". Takich mądrych i ładnych fraz jest w Der Pavor Nocturnus więcej. Wzruszających, osobistych ale też porażających naukową bezdusznością.
W zinie zwraca uwagę również strona graficzna. W scenach gdy Falauke odpływa w odmęty podświadomości - kreska artystki staja się bardziej monumentalna, dokładniejsza anatomicznie, pełna surrealistycznego kadrowania i wykorzystująca czerń jako nośnik informacji. Domyślam się, że inspiracją są pewne ikonicznie obrazy bądź rzeźby (choć dla mnie kompletnie nic nie mówiące, może poza Nosferatu - symfonia grozy) - pozwala to nadać historii poetyckiego sznytu i zwiększyć immersyjność czytelniczych doznań.
Lubię odkrywać świat z Falauke. Za tematy, które dziewczyna podejmuje i wyobraźnię, którą używa by brać się z nimi za bary. A mary sennej doświadczyłem chyba tylko raz w życiu. Wtedy siadł mi na piersiach diabeł, taki klasyczny ze skórą czarną jak smoła i czerwonymi oczami. Okropne uczucie; nigdy więcej. Ale jeśli się zdarzy - będą mądrzejszy o wiedzę, co może dziać się z moim umysłem.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz