Oto kolejna antologia krótkich form komiksowych z dość nietypowym tematem przewodnim, takim w stylu Warchlaków.
To, że psy są bardzo uchachane jak mają możliwość się pobrudzić podczas ganiania po trawie, to powszechnie wiadomo. Ale co dalej? Czy potem dostając się w opiekuńcze ręce, które trzymają szampon i zapraszają do ciepłej kąpieli to moment, na który czeka każdy czworonóg, czy może wręcz przeciwnie - stanowi moment wielkiej traumy? Nie wiem jakie były dokładne wytyczne open-calla, gdyż może i w zbiorku znalazło się czternaście prac na temat "pies vs woda", natomiast rozrzut tematyczny historii jest potężny - od tych bardziej słodkich, do tych kompletnie groteskowych.
Za pomysłem na antologię stoją Bartłomiej Nahajski i Adrian Waldemar Gajos czyli przedstawiciele nowej, pure nonsensowej i paintowej fali polskiego komiksu. Mógłbym w ciemno przed lekturą założyć, że skoro za sterami stoi ten 'od paintowych patyczaków' to w środku znajdę historie o memicznym wydźwięku. I tak - Wielki atlas mytych psów to przegląd wyobraźni młodych niezalowych twórców plus kilka bardziej rozpoznawalnych nazwisk. A młodzi wyobraźnię mają specyficzną - absurdalną, groteskową, eksperymentalną i często zrywającą z tradycyjnym warsztatem komiksowym.
Ale mimo giętkości młodzieżowych umysłów, temat przewodni chyba nie wszystkim spasował. Fajnie narysować sobie kochane psiaki no ale trzeba jeszcze ubrać to wszystko w jakąś fabułę. A najlepiej ową fabułę zakończyć jakąś puentą. I właśnie dobra puenta stanowi w Atlasie towar deficytowy. Są shorty, które mają fajny pomysł wyjściowy i meh zakończenie . Albo takie, którym zabrakło dwóch-trzech kadrów, by dany pomysł mógł należycie wybrzmieć. Oczywiście, najlepsze z nich to te, które potrafią zaskoczyć niebanalnym podejściem do tematu a równocześnie, mimo programowego pure nonsensu, operować powszechnie zrozumiałymi archetypami.
Mnie, dziadersowi, najbardziej przypadła do gustu Kąpiel Kostka Elżbiety Wojciukiewicz. O psie samej Śmierci, który jest przerażony do szpiku kości przed czekającą go kąpielą. Jest puenta i to całkiem zabawna, a sam short jest zwyczajnie uroczy. Łukasz Piotrkowicz zrobił z kolei gorzką w wymowie rzecz, dlaczego niektóry psy są czyścioszkami. Gorzką, gdyż w zawoalowany sposób mówi o nas, ludziach. Równie wymowny komiks zrobił Piotr Marzec. Choć trudny w interpretacji. Być może pozytywny w wymowie, ale równie dobrze może mieć o wiele bardziej mroczny wydźwięk. Ale na pewno niepokojący. Lubię Mar Bogdanis i bekową historię opartą na jednym slapsticku, który wyzwala się na ostatnim kadrze. Cała reszta to przygotowywanie pod niego gruntu. A sama puenta tak głupia, że... aż fajna! Z podobnie absurdalnego chwytu korzysta Alisunki - zakończenie to typowy facepalm, ale nie sposób się nie uśmiechnąć dochodząc do absurdalnego zakończenia. Piotr Czarnecki i Werka Dobro z kolei stworzyli psychologiczny thriller. Psi thriller, trzeba zaznaczyć. Szacun za pomysł. Chwalę również pracę Gohmana za... burtonowski klimat.
Komiks Polikorów i Ywusi.jpg cierpi na brak dobrego zakończenia. Sama historia jest OK, za to ostatni kadr jest zawieszony w fabularnej próżni. Jednostronicowiec Kosmicznej Ekspedycji Kube jest zrozumiały wyłącznie przez fanów twórczości Kekube. Brudaski Adriana Waldemara Gajosa są poprawne warsztatowo. Jest świetny pomysł wyjściowy, jest satysfakcjonujące zakończenie, całość zamyka ładna klamerka... tylko że w porównaniu do innych prac w antologii, Brudaski są zbyt landrynkowe. Bardzo ciekawe są strony Piotra Markowskiego, choć to bardziej art-strony niż coś z fabułą. Choć akurat te prace bardzo dobrze pasują do słowa 'atlas'!
Bartłomiej Nahajski poszedł z kolei w makabreskę. I to dość soczystą, w stylu Rolanda Topora. Ale ów horrorek nie jest w stanie zagrać na żadnej emocji. Podobnie jak Turoń Marcina Bartosia i Azbest Wuja Apokalipsa. Twórcy balansują na granicy dobrego smaku łącząc turpizm ze scenami gore i podlewając całość obleśnym sosem. Choć rzucają swoich bohaterów w dość ciekawy świat przedstawiony, jednak gdy przychodzi do zakończenia, następuje jedynie wzruszenie ramion.
Gdy siadałem do pisania tej recenzji, byłem bardziej negatywnie nastawiony. Ale wraz z upływem czasu i ponownym wertowaniu pdfa w poszukiwaniu myśli do tekstu, zacząłem cieplej myśleć nawet o tych mniej ulubionych shortach. Dalej twierdzę, że Wielki atlas mytych psów nie będzie antologią, która zawojuje czytelnicze serca i mam wrażenie, że więcej frajdy znajdą w niej ci, którzy sami posiadają pieska i przy danej pracy krzykną 'mój Fafik ma podobnie!'. Choć trochę komiksowego dobra wyłuszczą z Atlasu nie tylko zwierzakoluby.
Tekst napisany na podstawie recenzenckiego pdfa. Czy twórcy mieli wpływ na treść recenzji? Teoretycznie nie, choć blokowe psiaki od chwili otwarcia załącznika zaczęły się jakby baczniej się mi przyglądać...





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz