piątek, 24 kwietnia 2026

Lunatyk #1 (scenariusz: Karol Porzycki, rysunki: Kacper Wilk, wydawnictwo Diablaq, 2025/2026)


Spawn moralnego niepokoju.

Trzy lata temu Karol Porzycki opublikował własnym sumptem skromny zin pod tytułem Łańcuch, którego głównym bohaterem była tajemnicza postać z kłódką zamiast twarzy. Po latach wrócił do pomysłu, tym razem wspierany graficznie przez zdolnego Kacpra Wilka. Fabuła uległa znacznemu przemeblowaniu i rozbudowaniu do postaci zeszytówek. Nie zmieniło się jedno - seria mocno czerpie garściami ze Spawna Todda McFarlane'a.

Lunatyk to opowieść o detektywie Gary Gravesie, który za życia był brudnym gliną. Za swoje uczynki spotkała go kara - kulka w łeb. Ale pewne mistyczne siły przywołały go zza grobu. Nie jako człowieka, ale w postaci zakapturzonej postaci z kłódką zamiast twarzy i umiejętnością wymachiwania łańcuchem. Stał się nieśmiertelnym pogromcą, choć nie bez słabych punktów - otrzymane supermoce zostały ściśle powiązane z fazą Księżyca. Im pełniejszy srebrny glob na nocnym niebie, tym większa siła Lunatyka. A ta jest mu potrzebna, by odkupić wszystkie krzywdy, które wyrządził za życia.

W dwóch pierwszych zeszytach fabuła toczy się dwutorowo. Widzimy Gravesa w akcji jak się rozprawia ze złymi ludźmi, oraz poznajemy jego dawnego partnera, który ze zdziwieniem odkrywa że po dwóch latach od śmierci, grób kolegi zostaje zbezczeszczony a trumna świeci pustkami. Równolegle jesteśmy świadkami ostatnich godzin życia policjanta jak i emanacji nadprzyrodzonej siły, która przemieniła go w zakapturzoną istotę. To jeszcze nie brzmi bardzo spawnowo, ale dość szybko okazuje się, że podobnie jak Al Simmons, Lunatyk jest antybohaterem i czas między odkupieniem win poświęca na użalaniu się nad sobą, pragnąc głównie własnej śmierci.

Karol na tym etapie jeszcze operuje niedopowiedzeniami i zagadkami. Gdyż dostajemy zarysowany świat przedstawiony, jednak - póki co - pełno w nim dziur. Czemu tak twardy facet wrócił jako wrak człowieka? Co się takiego wydarzyło, że stał się (jak sam to nazywa) kaleką i pośmiewiskiem? Czemu to właśnie on został wybrany i wybrany do czego? Oczywiście, na te pytania Porzycki zapewne udzieli odpowiedzi w dalszych zeszytach. Przynajmniej mam taką nadzieję, gdyż to co w oryginalnym Spawnie uwierało najbardziej to motyw rozczulania i wewnętrzne pogaduszki głównego bohatera rozciągnięte na dziesiątki zeszytów. To, co działało w latach 90., niekoniecznie sprawdzi się w 2026 roku.

A skąd ów moralny niepokój w nagłówku? Ano dlatego, że twórcy dość ograną fabułę nadrabiają niesztampową narracją. Widać to przede wszystkim w zeszycie drugim, gdzie partner Gravesa, Charles Colt przez całą stronę zaciąga się papierosem. Na kolejnej stoi przed molo i próbuje czymś zająć ręce. Domyślam się, że ktoś może się nieźle wkurzyć. Mając na uwadze w jakim tempie polscy twórcy wypuszczają na rynek kolejne odcinki, chce się mimo wszystko dostać bardziej skondensowaną fabułę. A tu autorzy stawiają na nastrój, klimat i powolny storytelling. Pod względem artystycznym Kacper Wilk robi dobrą robotę - te jego nieśpieszne ruchy kamerą mile łechczą ośrodki graficznej przyjemności w korze mózgowej.

W ogóle Wilk nieźle odnalazł się w tej historii. Jego mięsista kreska mile kojarzy się z rysunkami Mike'a Mignoli oraz Guya Davisa (Plaga Żab) - jest przyjemnie komiksowa, dynamiczna, lekko karykaturalna, gdzie trzeba gotycka a i same pomysły na kadry są przyjemnie 'rozbiegane'. Poziome, pionowe, całostronne - czuć w nich narracyjną energię. Dokładając do tego umiejętnie dobraną kolorystykę - mdłą przy wydarzeniach z przeszłości i brudno-intensywną przy wschodach i zachodach słońca - dostajemy komiks łaskawy dla oka a miejscami wręcz ekspresjonistyczny. Jedyna rzecz, która mi nie podeszła to koncept samego Lunatyka. Kłódka w miejscu twarzy jest intrygująca, ale... reszta ciała? Toć to jakiś niesporczak, obła guma bez ciekawych detali!

Zobaczymy, co panowie zaproponują w przyszłości. Narzekam, kwękam na te dwa zeszyty, ale dobrze mi się je czytało i oglądało.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz