sobota, 18 kwietnia 2026

Bajki słupów wysokiego napięcia (scenariusz i rysunki: Ottoich, wydawnictwo własne, 2026)


Na papierze to brzmi źle. Ottoich i zwyczajny komiks autobiograficzny?

Artysta, z okazji premiery Zardzewiałego tankowca, pytany o kolejne projekty wspominał pracy nad tytułem, który miał opowiadać o dzieciństwie autora. Przyznam, nie była to fascynująca nowina. Jak to? Komiks bez magii, bóstw, twórczych interpretacji mitologicznych czy przedstawiania czytelnikowi ciekawych koncepcji filozoficznych? Autobiografie potrafią być zajmującymi opowieściami, ale taka konwencja wydawała się nie pasować do twórcy Dwóch gwoździ.

A jednak Ottoich zaskakuje i rozprawia się z dzieciństwem na swój zwichrowany sposób. Już na początku stawia sprawę jasno - opisywane historie mogły mieć miejsce, ale... nie musiały. Być może zostały wyolbrzymione, bądź podkoloryzowane by uczynić je atrakcyjniejszym dla czytelnika, a być może tak zostały zapamiętane przez młodego Ottoiszka. Słowo 'bajki' w tytule zostało umieszczone celowo. Artysta zdaje sobie sprawę, że kodowanie rzeczywistości przez młodociany umysł jest konglomeratem prawdziwych wydarzeń i chłopienczej fantazji ale wcale nie jest zainteresowany oddzielaniem "ziarna od plew". Przykładem jest choćby sama geneza tytułu komiksu. Pewnie wielu z nas kiedyś przyłożyło ucho do słupa z prądem bądź do szyny toru kolejowego. By usłyszeć dźwięki. I mimo iż dobrze zdawaliśmy sobie sprawę, że nic w tych odgłosach magicznego nie było, chcieliśmy wierzyć, że oto słuchamy coś spoza kurtyny fizycznego świata. Ba, nawet będąc już dorosłych lubimy przytulić się do drzewa, by go posłuchać, choćby oczami wyobraźni.

Pozornie dzieciństwo Ottoicha nie odróżniało się od specjalnie od innych, którzy dorastali w okresie komunistycznej Polski. Miał kuzyna zafascynowanego kulturą fizyczną, wraz z kolegami utworzył bazę gdzieś w krzakach i znosił do niej różne dziwne artefakty. I tak jak wszyscy, wraz z upowszechnieniem technologii VHS zaczął chłonąć dzieła amerykańskiej kinematografii. A jednocześnie cały czas dorastał w cieniu wiejsko-miejskich legend -  jego prababcia wyglądała jak wiedźma i straszyła diabłem, kuzynostwo mieszkało w domu wyglądającym na nawiedzony, regularnie słyszał skrzypienia na strychu bądź widywał cienie postaci za oknem. Do pełnego pakietu urban legend brakuje UFO. Oh, wait...!

To, co odróżnia ottoichowskie bajki od wielu komiksów autobiograficznych to zerwanie z klasyczną kronikarską narracją. Epizody z życia artysty nie są ułożone chronologicznie, a same opowieści nie zostały skonstruowane by jak najwierniej odtworzyć osobowość autora. Owszem, całkiem nieźle budują postać Ottoicha i jego wrażliwość, ale robią to niejako mimochodem. Bajki słupów są bardzo 'filmowe' a poszczególne opowieści ciężar fabularny przerzucają z bohatera na świat przedstawiony. Twórca dość sprytnie ucieka z skoncentrowania uwagi na sobie do wytworzenia efemerycznego odczucia realizmu magicznego tamtych czasów - gdzie każda postać, spotkanie czy wydarzenie urasta do rangi symbolicznej. 

Ale największą siłą komiksu, jest to co, co zostało zaledwie wspomniane i kryje się między kadrami. Z Bajek wybija obraz chłopaka bardzo samotnego, który w związku z częstymi przeprowadzkami musiał uciec w świat książek, komiksów, nauki, fantazji i magii. Ta pożerająca otchłań nie wyziera bezpośrednio. A to kryje się uwarunkowaniach genealogicznych, ostracyzmie społecznym (przymus obierania się całym na biało) czy w odosobnieniu spowodowanym nadprzeciętną inteligencją (kto lubi kujonów?). Od słupów wysokiego napięcia całkiem blisko do Sucker Punch Zacka Snydera czy Labiryntu Fauna Guillermo del Toro. Jasne, nie ta skala i nie ten rozmach - ale podobne drogi ucieczki przed pustką. Tak sobie myślę że paradoksalnie Bajki słupów wysokiego napięcia to bardzo przejmujący komiks, mimo iż celem historyjek nie jest wywołanie wzruszenia a głównie ukazanie siły wyobraźni w kształtowaniu osobowości.   

Fajnie się też ogląda komiks; jest z nim sporo przestrzeni i powietrza. Ottoich (z małą pomocą Asi Wardzyńskiej) narysował Bajki w formie pamiętnikowych slajdów. Ograniczył liczbę kadrów na stronę, zminimalizował dymki dialogowe na rzecz narratora z offu, niektóre panele przyjęły postać kronikarskiego zapisu. W dodatku za tło autor dał podkład, który przypomina mi dawne faktury tapicerek, dzięki czemu strony nabrały uroczej patyny. A poza tym to wciąż ta sama charakterystyczna brzydka kreska.

Bajki słupów wysokiego napięcia to nieszablonowy wgląd w duszę niebanalnego artysty. A sama pozycja może śmiało walczyć o uwagę czytelnika, któremu do tej pory nie było po drodze z wcześniejszymi dokonaniami warszawskiego twórcy. Premiera w ten weekend, podczas Poznańskiego Festiwalu Sztuki Komiksowej.

Tekst powstał na podstawie recenzenckiego pdf.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bajki słupów wysokiego napięcia (scenariusz i rysunki: Ottoich, wydawnictwo własne, 2026)

Na papierze to brzmi źle. Ottoich i zwyczajny komiks autobiograficzny?