poniedziałek, 1 czerwca 2026

Mad Dogs #1-#2 (scenariusz i rysunki: Weronika Mieczkowska, wydawnictwo własne, 2025)

Rasowa manga made in Poland!

Rok 2051. Caleb Williams jest detektywem. Pracuje w biurze zarządzanym przez ojca. Pewnego dnia zostaje wezwany na miejsce zabójstwa młodej dziewczyny. Pierwsze oględziny nie wskazują na motyw rabunkowy. Wezwana na przesłuchanie przyjaciółka denatki nie udziela żadnych informacji, które pomogłyby pchnąć śledztwo do przodu. Poza jednym szczegółem - obie panie kilka lat temu pracowały w jednej firmie a pani Cole wydaje się nic nie pamiętać z tamtego okresu. Caleb postanawia złamać regulamin i stosując pewien trick wykrada kobiecie z portfela przestarzałą wizytówkę z dyskiem USB. Od tego czasu śledztwo się komplikuje - chwilę później dochodzi do kolejnego morderstwa a wokół członków Biura następuje szereg dziwnych wydarzeń, które zdają się mieć związek z zaginięciem brata detektywa kilka lat wcześniej.

Aha, Williams to nie taki zwykły funkcjonariusz. Posiada pewien dar - potrafi wstrzymać lokalnie czas przez parę minut. Ale owa supermoc posiada poważny efekt uboczny - stosowanie tzw. pauzy mocno wycieńcza fizycznie chłopaka i musi on zwyczajnie odpocząć by się zregenerować. Jednocześnie jest typem faceta redflagowca. Krnąbrny, pyskaty, buńczuczny, o wysokim mniemaniu o sobie, mający za nic reguły, potrafiący przyjść nietrzeźwy do pracy, spędzający wiele czasu u stylisty i otaczający się samymi high-endowymi gadżetami. Ot, łobuz ale uroczy! Na szczęście Weronika wraz z rozwojem fabuły pokazuje, skąd się wzięła jego gburowata fasada. Gdyż pod szorstką powierzchownością kryje się bardzo ujmująca osobowość - gość pisze piosenki, gra w kapeli metalowej oraz potajemnie podkochuje się w koledze z pracy, Lynnie.

Dwa pierwsze tomy Mad Dogs to sprawnie przyrządzona mieszkanka cyberpunku, sensacji, obyczajówki i romansu. Mieczkowska nigdzie się nie spieszy i skrupulatnie rozwija świat przedstawiony. Dość często odpuszcza główny wątek kryminalny i pozwala lepiej poznać swoich bohaterów - jak zachowują się w pracy, jakie łączą ich relacje oraz w jaki sposób spędzają czas wolny. Dużo jest w komiksie humoru obyczajowego - dzięki dobrze zarysowanym charakterom ich codzienne interakcje skrzą się od ciętych dialogów, dzięki którym czytelnik cały czas chce przebywać w ich towarzystwie. I potrafią ze sobą rozmawiać. Nie ważne czy wyrzucają sobie "kwasy", ranią, przekomarzają bądź obnażają bardziej wrażliwe strony - Weronika wkłada w ich usta naturalnie brzmiące dialogi. Owszem, komiks we lwiej części to urocze romansidło i trzeba miejscami zawiesić niewiarę w nieprawdopodobności sytuacyjne, jednak w swojej działce trudno Mad Dogs zarzucić scenariuszową siermiężność.

Pod względem graficznym to petarda. Mieczkowska ma KRECHĘ. Każdy kadr jest narysowany z pietyzmem, do którego przyzwyczaiły nas topowe mangi z kraju kwitnącej wiśni. Weronika nie daje sobie żadnej taryfy ulgowej - można utonąć we wszystkich pomysłach na gadżety przyszłości, wizję metropolii w roku 2052 czy szczegóły ubrań. Nie jestem znawcą mang, by podać jakieś inspiracje artystki ale pracę domową dziewczyna wykonała celująco. Dynamiczna kreska, graficzne efekty specjalne, kadrowanie, "mangowość" postaci, dbanie od ultra realistyczne oddanie detali przedmiotów i otoczenia, mądre operowanie rastrami... Na jednej z pierwszych stron mamy okazję zobaczyć motocykl Caleba - potężne chromowany potwór, kryjące w środku zawrotną liczbę koni mechanicznych i żłopiące paliwo hektolitrami. Tak właśnie określiłbym styl graficzny Mieczkowskiej: wysokooktanowe, warczące monstrum.

Jasne, jestem już dużym chłopcem, więc wolałbym żeby w tych dwóch tomach było więcej skupienia się na głównej intrydze niż na skrzętnie rozwijanym wątku romantycznym. Szczególnie, że podoba mi się to, że autorka nie zapomina o "fizyce" i Caleb musi trenować swoje umiejętności niczym w szkole u Charlesa Xaviera. Ale też nie nudziłem się w części obyczajowej, rozwój postaci został ukazany w naturalnym tempie i gładko zadziałał jako łapacz oddechu przed bardziej dynamicznymi rozdziałami. Mieczkowska na tym etapie nie wydaje się nabijać wierszówek - wszystkie sceny i wydarzenia są po coś. Postacie naturalnie ewoluują, intryga gęstnieje, z pozoru prosta sprawa nabiera większego, skomplikowanego impaktu.

Informacja dla czytelników uczulonych na woke i LGBT. Mad Dogs to manga z nurtu Yaoi/Boys’ Love - wywodzącego się z Japonii gatunku fikcji, w którym elementem fabuły są homoerotyczne związki męsko-męskie. Głównymi twórcami i odbiorcami tych publikacji są nie homoseksualiści, lecz heteroseksualne kobiety (cyt. za wikipedią). Miejcie to na uwadze, zanim odpalicie jakiekolwiek działa.

Komiks potrafi zachwycić na wielu płaszczyznach. Wielbiciele cyberpunka będą kontent, czytelniczki wzdychające do idealnych randek również, graficznie tytuł wymiata. Wersję fizyczną można śmiało ułożyć na półce obok dzieł ulubionych mangaków (format, obwoluty i papier pasują idealnie) a jak ktoś jest nieprzekonany - jest dostępna wersja cyfrowa za free. Czekam jak pojebion na tom 3.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz