Duke Nukem 3D polskiego komiksu w końcu ujrzał światło dzienne!
Hubert Ronek od lat przy różnych okazjach wrzucał do sieci szkice z komentarzem, że oto tworzy dłuższą historię fantasy pod nazwą World of Aghart ale z różnych przyczyn postępy szły jak krew z nosa. W końcu doczekaliśmy się zeszytu nr 1. W środku autor przybliża kulisy jego produkcji - zdradzę tylko, że pierwsze kreski powstały... 16 lat temu. Dlaczego komiks dopiero teraz się ukazał i jakie plany autor snuje na przyszłość - o tym Ronek pisze w dodatkach pod nazwą Kroniki. Skoro jesteśmy przy dodatkach: te zajmują około 1/3 zeszytu i są ciekawe, choć bonusowy komiks osadzony w uniwersum dość wyraźnie odstaje klimatem od fabuły głównej.
Czym jest Świat Aghartu? Na pierwszy rzut oka wydaje się, że klasycznym high fantasy. Mamy podstarzałego i prawego władcę Mastara rządzącego krainą pełną średniowiecznych budowli a także złowieszczego członka zakonu Jotbina, który wydaje się być religijnym radykałem z zamiarem przejęcia władzy w królestwie. Poznajemy również Dawida - młodego rycerza i jego wiernego towarzysza Bohleda, sympatycznego zielonego stworka. I jak na high fantasy przystało, twórca zarzuca czytelnika całkiem sporą dawką neologiczmów. Piterusy, bulgothy, turnieje fanga, aghrapy, krooghi - część z tego fantastycznego słowotwórstwa dostaje mniejsze bądź większe wyjaśnienie co zacz, część służy (póki co) wytworzeniu wrażenia, że zbudowany świat jest o wiele bardziej kompletny od tego, co widzimy na stronach komiksu.
Koncepcyjnie świat Aghartu ma dużo wspólnego z cyklem W poszukiwaniu Ptaka Czasu Serge'a Le Tendra i Regisa Loisela. Nie, nie chodzi mi wyłącznie o podobieństwa fabularne, bardziej o kreację świata przedstawionego. I tam i tu zbliża się mrok, magia jest ściśle powiązana z religią a krainy wypełniają co bardziej widowiskowi przedstawiciele fantastycznej fauny i flory. Co najbardziej mnie ujęło - świat zwierząt i roślin żyje swoim życiem równolegle do głównej fabuły. Są z zeszycie co najmniej dwie sceny, z założenia dramatyczne, w którym owe żyjątka na drugim planie robią wszystko, by w ową pompatyczność (w filmach dodatkowo potęgowanych muzyką Johna Williamsa) wbić szpileczkę i spuścić nieco powietrza. Tak jak komaropodobny stworek zakłócający skupioną minę posępnego mistrza zakonu! W Muszli Ramora takie patenty wyłuskiwało się z przyjemnością; liczę że w Agharcie będą również stałym punktem programowym.
Najnowsze dzieło Huberta to nie tylko żonglowanie wyświechtanymi kliszami fantasty. Jest pewne novum. W fabułę wkradają się wyraźne elementy steampunkowe. OK, to również żadna nowość, ale w tym tytule połączenie elementów fantasy i SF stanowi intrygującą mieszankę. Zeszyt pierwszy rodzi więc pytania - co? jak? gdzie? kiedy? Oczywiście, za wcześnie jeszcze na odpowiedzi, ale owe zwroty fabularne rozpalają wyobraźnię i wzniecają ochotę na ciąg dalszy.
Jak sobie Ronek poradził w widowiskowej odmianie fantasy? Równie zjawiskowo. Dostajemy cały zestaw fantastyczności - potworki, pnące się ku niebu fortece, błyszczące stalą miecze, stroje pełne przepychu i symboli, wyraźny podział na dobre i złe postacie a także szeroki wachlarz elementów, które od zawsze lubimy oglądać u Huberta: wielkie głowy, ogromne okulary, dynamiczną kreskę i profesjonalne, pozbawione schematyczności kadrowanie. Wydaje mi się dodatkowo, że tym tytułem autor składa mały hołd Jackowi Skrzydlewskiemu. W komiksie bez problemu można wychwycić sceny, które równie dobrze mogłyby wyjść spod ręki autora Wyprawy na Ziemię.
World of Aghart #1 to piorunująca mieszkanka (wiem, wyświechtane słowo) fantasty/steampunku oraz poważnych tonów/elementów humorystycznych. Mimo, iż zeszyt to głównie ekspozycje ale i tak twórca zdołał z zawiązań wątków stworzyć zajmującą przygodówkę dla czytelników w każdym wieku (proszę zwrócić uwagę jakie pozycje znajdują się w biblioteczce Jotbina)! Cóż, po lekturze od razu chciałoby się sięgnąć po kontynuację, więc to chyba dobry prognostyk na przyszłość. Trzymam kciuki, by plany Huberta co do serii się spełniły.
p.s. 1. Ciekawy projekt okładki. Wydaje się spoilerować przyszłe zeszyty!
p.s. 2. Chciałbym kiedyś choć na jednym kadrze zobaczyć Khop'ca. Ach ta zbieżność nazwisk:)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz