Tym razem grabarz Józef stoi trochę z boku, ale gdy już gra pierwsze skrzypce to... nie ma takiego drugiego we wsi!
W czterech nowelkach najwięcej czasu antenowego otrzymuje Marcjanna, rezolutna dziewczynka z sąsiedztwa. Oraz ksiądz, którego wpływy na lokalną społeczność ujawniają się w każdej dziedzinie życia. I jak już u Śmiechosława - pod płaszczykiem absurdalnych sytuacji i splątania kwantowego między światem ludzkim a ludowym folklorem autor przemyca obserwacje dotyczące współczesności. Niekoniecznie dla nas wesołe, ale to zawsze było siłą tej skromnej serii.
W Sekrecie szczurokrólików autor siłuje się z coraz wyraźniejszymi "szurskimi" trendami i postępującym brakiem zaufania do oficjalnej nauki. Marcjanna próbuje rozwikłać zagadkę szczurokrólików - stworzeń, którym "życie" nadali mieszkańcy wioski, by stłumić w sobie ewentualne wyrzuty sumienia związane z eksterminacją nadmiernie rozmnażających się zwierząt. Wojciechowski w dość bezpośredni sposób ukazuje zderzenie "chłopskiego rozumu" z mainstreamową wiedzą. Gdyż ktoś kto poszedł do technikum zamiast zawodówki staje się wykształciuchem, więc co on tam może wiedzieć o świecie? Brzmi znajomo? Co ważne, autor podaje remedium na taki stan, choć niekoniecznie go poleca. Gdyż to smutno-gorzkie lekarstwo.
Ksiądczyni trochę ciągnie temat dalej. Młody umysł chłonąc rzeczywistość zadaje coraz dziwniejsze i coraz bardziej odważne pytania próbując zrozumieć pewne cywilizacyjne reguły. W tej historii dziewczynka zadaje dość niewinne pytanie dlaczego nie może zostać w przyszłości księdzem. Adresat tej zagadki, proboszcz, zamiast udzielić wyczerpującej informacji, wybiera najbardziej toporne rozwiązanie: młodaś i głupiaś. Prowadzi to do ciekawej sytuacji na styku sacrum-profanum, w której prym wiedzie nieskażona materialistycznym światem wyobraźnia kilkuletniego dziecka. Bardzo mi się podoba konkluzja tej opowieści - logicznie spójna, choć wysnuta z młodocianego toku rozumowania.
Maska Mikołaja to z kolei thriller psychologiczny. Na drzwiach szkoły ktoś zawiesił maskę Mikołaja. Tego Mikołaja. Która jest bardzo creepy. Nie tylko boją się jej dzieciaki, ale sam miałem ciarki na jej widok. Jednak największy chłód nadciąga gdy dochodzimy do kadru z dymkiem "Zakładam twarz kogoś, kim nie jestem". Wówczas podświadomość składa wszystkie niedopowiedzenia w smutną całość. Gdyż pokazuje, jak dobroć może być "przyszywana".
W Muchach na plan pierwszy wysuwa się w końcu grabarz. I poznajemy jego kolejną cechę charakteru - potrafi nieźle trollować a jego żarty potrafią się odbić na życiu całej wioski. Ale mam problem z tą historią. Jest dowcipna, groteskowa, surrealistyczna, ale tym razem nie widzę w niej żadnej głębszej myśli. Ot, dostajemy zabawne scenki z życia mieszkańców ale w tym wszystkim zabrakło mi puenty. Żart Józefa okazał się koncepcyjną wydmuszką...
Na początku zeszytu został umieszczony krótki wstęp Michała Siromskiego, który w paru akapitach podał własną interpretację Sekretu szczurokrólików. Zupełnie odmienną od moich rozmyślań i dotykającą poważniejszych tematów. Osobiście w tych nowelach nie zauważam poruszonych kwestii, ale też brakuje mi wiedzy i wykształcenia by je wyłuskać. To pokazuje, jak wielopłaszczyznowe potrafią być Śmiechosławowe bajania. Warto było ponownie zanurzyć się w ten świat.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz