Drugi tom Opowieści minionych przynosi tylko dwie nowe historie. Za to dłuższe, co dobrze wpłynęło na narrację.
Marek Kopiec kolejny raz sięga do prac Oskara Kolberga i przekształca dawne legendy na współczesną modłę. Główną postacią komiksu uczynił Śmierć. Taką klasyczną, co przychodzi z kosą zabierając życie i przeprawiając dusze na drugą stronę. I mimo, że historie dzieją się w średniowieczu, autor wkłada w usta swoich postaci dialogi mocno naznaczone XXI semantyką.
Pierwsza z historii Czarna pani bazuje na motywach pieśni ludowej Ścięcie śmierci w Jedlisku w kusy wtorek. Oto do bram pewnego bogatego miasta zmierza sama Śmierć. Ale z pewnych powodów upija się butelką wina i zasypia na okolicznych łąkach. Nad ranem znajdują ją mieszczanie, wiążą i wleką na miejski rynek. Tam włodarz żąda sprawiedliwego sądu dla pojmanej, a główną osią oskarżenia czyni zarzut przelewania krwi wielu niewinnym istotom; w dodatku w sposób wyjątkowo okrutny. Sam pomysł procesu jest ciekawy, szczególnie że obrońcą jest postać, po której byśmy się tego nie spodziewali. I choć finał przynosi spodziewaną sprawiedliwość, to warto pamiętać że śmierć jest śmiercią i kieruje się niekoniecznie ludzką logiką. W drugiej historii zakapturzona postać przybywa do wioski by zabrać w zaświaty młodego panicza. Czarna pani kolejny raz łyka trunku przed czekającym ją zadaniem ale pewien splot okoliczności sprawia, że wpada w furię odkrywając wymierzoną w nią intrygę. Tym razem nie wymierza kary. Nie musi, kolejne wydarzenia same prowadzą do krwawego finału.
Zamysłem autora (co było już widoczne w pierwszym tomie) nie jest wierne odtworzenie dawnych mitów i obyczajów. Owszem, Kopiec mocno czerpie z dawnego folkloru ale między kadrami stara się opowiadać historie uwzględniając współczesne rozumowanie świata. Śmierć jest alkoholiczką nie bez powodu; autor stara się patrzeć na świat z jej perspektywy oraz usiłuje logicznie wytłumaczyć jej zdolność do zabierania życia jednocześnie w wielu miejscach. Robi to całkiem sensownie ale też nie boi się przemycić pewnej dawki humoru - wstawiona czarna pani potrafi mieć sporo dystansu do samej siebie.
Ludzie od zawsze personifikowali śmierć, potrzebowali uosobienia czegoś, by poradzić sobie ze stratą, żalem, nieuniknionością końca żywota. A skoro za śmierci odpowiadała pojedyncza istota, może dałoby się ją oszukać bądź wymierzyć sprawiedliwość za czynione przez nią krzywdy? Kopiec w Wiosce głupców dokonuje swoistej ekstrapolacji, jak wielką siłą napędową potrafi być egoistyczna i małostkowa postawa wobec sił wyższych.
Nie wiem w jakim czasie powstały te dwie opowieści, gdyż różnią się graficznie. Pierwsza wygląda na rysowaną i malowaną ręcznie, w drugiej są chyba komputerowe kolory. Mimo zmian, styl Kopca dalej powinien przypaść do gustu miłośnikom historycznych frankofonów. Mnóstwo architektonicznych detali (choć czasami równe linie są zbyt równe), graficzny przepych i widowiskowość. Choć w środku nie uświadczymy scen batalistycznych, autor całkiem nieźle radzi sobie z rysowaniem tłumów, zagospodarowaniem kadrów, oddaniem średniowiecznego klimatu. Projekt Śmierci jest przyjemnie gotycki, krajobrazy cieszą zielonymi plenerami, poszczególne kadry przynoszą płynną i zrozumiałą narrację.
Pierwsze opowiadanie jest zdecydowanie lepsze graficznie. W drugim (jestem prawie pewien), że Marek nie do końca czuje się dobrze w grafice cyfrowej i najbardziej ucierpiały postacie ludzkie - mało naturalne pozy, wszyscy chodzą w jednolitych skarpetach do pasa, twarze mają ograniczoną pulę emocji. Dużo widzę w tym stylu wspólnego z pracami Wojtka Odronia i komiksem Haerelands. Ale wciąż: Czarna pani jest bardziej efekciarska.
Są twórcy, którym współczesny retelling dawnych podań wyszedł lepiej (vide Łukasz Wnuczek w Sławie). Opowieści Minione Marka Kopca są nierówne - mają kilka fajnych pomysłów, ale też parę siermiężnych rozwiązań fabularnych. Niemniej Wioska głupców jest zauważalnie pozycją lepszą od Nie ma sprawiedliwości. Także liczę na jeszcze lepsze historie w tomie trzecim.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz