Czwarty zeszyt jest o tyle ważny, gdyż w końcu dostajemy informację o tajemniczych istotach kryjących się do tej pory gdzieś w mroku.
W poprzedniej odsłonie doczekaliśmy się team-upu Ari z Aurelią, logicznym jest więc, że dziewczyny muszą dowiedzieć się o sobie więcej. Ari wykłada wszystkie karty na ławę - kim jest, co to za misja, na którą została wysłana i przez kogo oraz - co najważniejsze - jaki jest cel jej pierwszej akcji w terenie. A także zdradza niewesołą konkluzję, że dotarła do muru i nie wie, jak ruszyć sprawę dalej. A że dziewczyna jest charakterna i duma nie pozwala jej poprosić o pomoc nauczycieli, frustruje się coraz bardziej kręcąc się w kółko. Dość nieoczekiwanie z impasu wyrywa ją Aurelia, pokazując że całkiem łebski z niej detektyw.
I fajnie: otrzymujemy rozwinięte lore, do którego będą dążyć kolejne wydarzenia, Maja pokrótce wyłuszcza fantastyczną "biologię" swego świata oraz zdradza więcej informacji na temat organizacji szkolących ludzi z ponadnaturalną zdolnością widzenia "więcej". A także wprowadza na arenę nowe postacie. A robi to z hukiem; druga część zeszytu jest całkiem naładowana akcją. Oczywiście cały czas trzeba pamiętać, że jest to opowieść stricte młodzieżowa, więc trzeba mocno zawiesić niewiarę na fakt, że bohaterowie, którzy powinni być profesjonalistami kierują się nie logiką a naiwnymi emocjami, co doprowadza do dość komicznych sytuacji. I mam jedną uwagę techniczną. To, co Solecka nazywa symbiozą, wcale symbiozą nie jest - z opisu ewidentnie wynika że opisywane istoty są klasycznymi pasożytami; ludzie z nich istnienia nie czerpią żadnych korzyści.
Miło mi donieść, że artystka ulepsza warsztat z zeszytu na zeszyt. To najlepiej narysowany epizod z dotychczasowych! Piekielnie zdolna artystka nam rośnie. Polecam sprawdzić na tapas. Zeszyt #4 startuje w tym miejscu.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz