Gdyby wytwórnia Troma chciała zrobić film post-apo, Dzieci Stwórcy mogłby posłużyć za inspirację.
Czwarty tomik przynosi rozwiązanie cliffhangera z poprzedniego zeszytu. Dla przypomnienia - na grupę naszych bohaterów naciera straszny człowiek, nazywany Smokiem ludojadem. Ksywka adekwatna, właśnie przed chwilą zjadł własną siostrę i pała dalszą żądzą mordu. Ot, przerysowany świr, jaki pełno w post-apokaliptycznych czasach, więc potyczka z nim nie należy do najłatwiejszych. W drugiej połowie komiksu Melisa rusza w głąb gruzów Kalisza by znaleźć coś do jedzenia. Pech chce, że w eskapadzie towarzyszy jej safandułowaty Faraon. Na szczęście dość szybko spotykają pewnego człowieka ze strzelbą, który obiecuje im podział łupów ze sklepu spożywczego opanowanego przez mutantów.
Post-apo w wydaniu Bichucka jest niezalowo pocieszne. Teoretycznie skierowane dla dorosłego czytelnika, ale autor nie jest mistrzem słowa i często wkłada w usta bohaterów dialogi rodem z argentyńskich telenowel. Jest więc średnio-strasznie i śmieszno-absurdalnie. Bichuck, mimo iż pakuje swoją drużynę w okrutny świat, w którym śmierć czai się za każdym rogiem, robi to z typową niezalową finezją, w której liczy się nie tyle prawdopodobieństwo i logika sytuacji co karykaturalno-groteskowe spojrzenie na postapokaliptyczną konwencję. Dość powiedzieć, że postacie potrafią puścić onelinery w sytuacjach, jakich nikt by się nie spodziewał (mój ulubiony: "Chyba sobie dupę złamałem!").
Potrzask pod względem kompozycyjnym jest lepszym zeszytem niż Smok ludojad. Autor znów w centrum uwagi stawia głównych bohaterów, nie zapomina że Jezus ma supermoce i potrafi z nich skorzystać w razie potrzeby oraz domyka jedne wątki by przejść do następnych. Znaczy - zaczyna panować nad fabułą. Choć wciąż widać, że świat przedstawiony tworzy na bieżąco i nie ma spisanych żadnych reguł nim rządzących. Dla przykładu: Faraon jest niedojdą, gdyż wg słów jego towarzyszy - wychował się w mieście. Więc (w domyśle) nie miał gdzie nauczyć się trudnej sztuki przetrwania. Ale ja cały czas pamiętam z poprzednich odsłon, że apokalipsa zaczęła się 40 lat wcześniej. Kolo jest wyraźnie młodszy a i Kalisz nie jest miejscem gdzie można prowadzić wygodne życie. Dobrze chociaż, że umie się wspinać po murze jak Spider-man!
Warsztatowo Bichuck zalicza ciągły progres. Jeśli chodzi o martwe natury - nadjedzone zębem czasu budynki, porzucone auta, klaustrofobiczne wnętrza artysta traktuje z dużym pietyzmem i mocno przykłada się do technicznych szczegółów. Stroje bohaterów są również niczego sobie. Rozpisuje bez zarzutów opowieść na kadry; historia płynie odpowiednim tempem. Jednakże cały czas ma problemy z anatomią, szczególnie w dynamiczniejszych scenach. Choć pod tym względem jest i tak lepiej. Są miejsca, gdzie emocje na twarzach pasują do sytuacji, ale też regularnie Bichuck serwuje kadry, na których postaci wyglądają na karykatury samych siebie.
Potrzask to tytuł pod kategorię "guilty pleasure". Postacie pisane grubą kreską, drewniane dialogi i groteskowe rozwiązania fabularne może i powodują, że Dzieci Stwórcy nie znajdą za wielu fanów wśród miłośników postapokaliptycznych klimatów, ale już smakosze filmów klasy B poczują przyjemny posmak charakterystycznej kiczowatej poetyki.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz