Urocze historyjki o niewesołym życiu.
Co z pieca spadło? Abecadło! A większość historii, które znalazły się w tym zbiorku, powstała przy pomocy abecadłowego klucza. Wiśniewski z Nowackim, by utrudnić sobie życie, postanowili że najpierw skupią się na wymyśleniu tytułu na kolejną literę, a dopiero później dorobieniu do niego historii. Od roku 2016 do 2023 powstało siedem takich shortów (trzy z nich zostało nagrodzonych na MFKiG) - jak łatwo policzyć ostatni z nich ma tytuł na literę G.
O czym te opowiastki? Ano o potworach. Ale takich alegorycznych, pokazujących szeroki zakres strachów zamieszkujących wnętrza umysłów. Piotr ze swoją cartoonową kreską nadaje historiom ciekawy dysonans. Gdyż czyż jego słodki hannobarberowy styl jest dobrym wyborem do obrazowania opowieści o życiowych traumach? Ha!
Artysta wywiązał się z zadania celująco. Nowacki na pierwszych kadrach sprytnie ustawia czytelnika w wygodnej strefie komfortu. Dla przykładu - rozpoczynający zbiorek Apłam. Ot, wydaje się, że czytamy historię małego chłopca, który podczas dziecinnej zabawy odtwarza w wyobraźni film o King Kongu. Jest więc wielki małpolud demolujący budynki i jacyś policjanci próbujący go powstrzymać. I dopiero przyglądając się bliżej kadrom oko zaczyna wyławiać szczegóły odsłaniające prawdziwy, mroczny kontekst opowieści. Który w finale wali obuchem wprost w potylicę.
To nie tak, że komiks Nowackim stoi. To teatr dwóch aktorów. Piotr gra na nosie czytelniczym oczekiwaniom, których percepcja oczekuje misiozbysiowych przygód dla każdego, a Mateusz... Wiśniewski to dopiero wytacza potężne działa. Scenarzyście wystarcza zaledwie sześć stron by całkowicie rozbić spokój wewnętrzny niczego nie spodziewającej się ofiary. Podejmowane tematy: alkoholizm, fanatyzm religijny, wykluczenie, trauma po śmierci rodzica, samotność, niezrozumienie, starość. Ładny zestaw potworów, prawda? Takich, o których wolimy nie pamiętać. Bądź nie chcieć by kiedykolwiek stały się naszym udziałem. A najgorsze w tym wszystkim to to, że te historie są... urocze. Pozbawione brutalności, z żywymi kolorami, o przygodowym posmaku, miejscami wręcz dowcipne. A jednak po zakończeniu lektury ma się ochotę przytulić do kogoś obok w poszukiwaniu czy to bezpiecznego schronienia czy poczuciu udzielenia owego schronienia najbliższym. Byle tylko odegnać strachy precz.
Z pieca spadło to przykład na potęgę krótkiej formy. Gdzie puenta potrafi zapaść w pamięć o wiele mocniej niż w przypadku bardziej rozbudowanych tytułów. To ważna dla polskiego komiksu pozycja, proszę jej nie przegapić.
p.s. ale i tak najbardziej mi się podoba short, który wyjątkowo niesie pozytywne przesłanie. Foreverest. On to w ogóle zasługuje na dłuższą analizę!




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz