Miło, że gry fabularne coraz częściej sięgają po komiks jako narzędzie promocji.
Drzazga jest opowieścią osadzoną w świecie gry Herosi vs Horrory, wydanej przez Dark Rabbit. Oficyna ma w swojej ofercie grę MidGuard, którą również promowała komiksem. Jednakże jej najsłynniejszym tytułem jest Thorgal: Gra fabularna. Choć można się domyślać, że nowego thorgalowego komiksu na licencji nie będzie :) Wracając do Herosi vs Potwory - w wielkim skrócie chodzi o to, że gracze wcielają się w postacie obdarzone supermocami należące do tzw. Legionu Ultima i walczą z ohydnymi potworami stworzonymi przez Kreatorów, które poprzez międzywymiarowe wyrwy robią bałagan za Ziemi. Opis nieszczególnie powala oryginalnością, ale ciężko w krótkich notkach prasowych zawrzeć wielowymiarowość fabularną gier rpg. A w jaki niesztampowy sposób próbować zainteresować tytułem potencjalnego nabywcę? Ano, można mu podsunąć pod nos komiks, by powiedział mu coś więcej o zaprojektowanym uniwersum.
Drzazga jest 24 stronicowym zeszycikiem przedstawiający origin jednej z postaci. Zaczyna się grubo - od jakieś czarnej mszy, na której widzimy zakapturzonych kultystów wymawiających jakieś satanistyczne intencje i leżącą na katafalku dziewczynę. Nagle coś wpada między mnichów i robi zamieszanie. Następuje przeskok akcji - do szpitalnej sali. Po wybudzeniu niedoszła ofiara satanistów ma okazję porozmawiać ze swoim wybawcą, zyskać supermoce oraz wyjść na miasto by je mimowolnie przetestować.
A wiec to nie jest również oryginalna opowieść. Nie chcę spoilerować, kim staje się dziewczyna, napiszę tylko że skojarzenia z z pewnym bohaterem Marvela są oczywiste. Wiadomo, różnice są, szczególnie że Drzazga jest horrorem nie stroniącym od gore. Więc jeśli ktoś szuka w tym wydawnictwie świeżych pomysłów, może się rozczarować. Niemniej jednak historia ma do zaoferowania kilka ciekawych patentów. Proces uzyskiwania supermocy ma odpowiednie tempo, posiada dobrą podbudowę psychologiczną a team-work został logicznie poprowadzony. Ziajko na kilku kadrach przemyca trochę informacji z przeszłości Liv Hellgreen a także stara się ją ubogacić charakterologicznie - dzięki czemu czuć, że bohaterka ma za sobą jakiś bagaż doświadczeń i być może one już w samej grze będą miały jakieś znaczenie.
Zvyrke rysując Drzazgę pokazuje, że jej styl cały czas ewoluuje. Wciąż zachowuje swoje charakterystyczne cechy lekko groteskowej kreski, ale w jej kadrach nie ma już bałaganu. Pociągnięcia tuszem stały się zauważalnie grubsze, co paradoksalnie nadało stronom większej klarowności i przestrzeni (no dobra, scena z kultystami jest dość mętna). Owszem, wciąż zostaje królową makabry, gdyż sceny z kłami i flakami są widowiskowe, ale powoli przesuwa akcenty w stronę elementów eksplorowanych przez wczesnego Rafała Szłapę i coraz więcej do jej stylu wkrada się quasi-malarskiego klimatu. Sceny szpitalne są introwertyczne, retrospekcje wyblakłe a strony z miejską architekturą robiącą za tło - przyjemnie smoliste. Proste zabiegi, nie wymagające ślęczenia kto wie ile nad panelem, a jednak wyciągające z opowieści samo gęste.
Drzazga jako teaser działa tak sobie. Z komiksu nic nie dowiadujemy się o świecie przedstawionym. Na stronie wydawcy można wyczytać, że w tym uniwersum "Ziemia, którą znamy, przestała istnieć". Nigdy bym się nie domyślił. Owszem, są potwory, ale... główna bohaterka to dziewczyna, która udała się w tournée po całej Europie a policja wciąż sprawuje porządki. To naprawdę tylko origin postaci, z pogłębionym rysem psychologicznym i pokazem osobniczej mechaniki. Jako komiks - tytuł radzi sobie lepiej. Ot, to horrorowy short z otwartym zakończeniem. Ale z technicznie solidnym scenariuszem Damiania i oleistymi niezalowymi rysunkami Zvyrke.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz