wtorek, 28 lipca 2026

Wolfhunt #3: Upadek (scenariusz i rysunki: Mateusz Michnowicz, wydawnictwo ITeKa, 2026)

Co to się wyprawia w tym Rzeszowie? Ludzie spać nie mogą, gdyż po nocach bananowa młodzież urządza sobie parkingowe drifty tuningowanymi brykami!

Jednym z poirytowanych mieszkańców jest Jerzy Turowski. Pewnej nocy przelewa się czara goryczy, facet wbija się w szlafrok i wychodzi na zewnątrz "pogadać" z właścicielami warkoczących aut. Rano jego ciężarna żona zgłasza zaginięcie. Milczur oczywiście dzwoni w tej sprawie do swojej najlepszej tropicielki, Leokadii. Ta zgadza się pomóc, choć niechętnie. Na miejscu węch dziewczyny nie popycha śledztwa do przodu, więc komendant decyduje się zorganizować maskaradę i zostawia Leośkę "samą" by pod osłoną nocy przyjrzała się bliżej imprezowiczom.

Upadek jest bezpośrednią kontynuacją Ucieczki. Akcja toczy się chwilę po powrocie z przełęczy Przysłup, a Leokadia Szykut musi się zmierzyć z brutalnymi zmianami, których stała się tam ofiarą. Autor dość sprawnie ciągnie ten wątek, ukazując wewnętrzne rozdarcie tropicielki. Niby wydaje się być pogodzona z losem, ale ten robi jej psikusa stawiając na drodze człowieka, który w normalnych okolicznościach mógłby przynieść dziewczynie jakiś zalążek życiowej stabilizacji. Jest w Szykut coś z fatalizmu - mimo, iż jest przekonana o nieuchronności losu, stara się za wszelką cenę zachować jak najdłużej resztki człowieczeństwa. Mateusz przytomnie nie stara się uczynić ją postacią tragiczną, używa w tym celu skromniejszych rozwiązań fabularnych, ale to właśnie dzięki nim empatyczne więzy między Leośką a czytelnikiem są silniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. 

Michnowicz tym razem porzuca głębszy, mocno widoczny w poprzednich tomach, komentarz społeczny na rzecz bardziej przyziemnych spraw. Ukazuje miasto z perspektywy codziennych bolączek. Uliczne korki, problemy związane z deweloperką, cięcia budżetowe w policji, nocne hałasy czy ludzkie przywary - takie kwestie, coć są zaledwie wspominane na kilku kadrach, to dzięki ich obecności Upadek ma przyjemny klimat swojskości. Tu muszę pochwalić Mateusza za dialogi. Te niuanse są zaznaczane niejako mimochodem, w naturalny sposób, wykorzystując swobodę z jaką rozmawiamy na co dzień. Bohaterowie Michnowicza biegną na przystanek chcąc zdążyć na autobus, zastanawiają się jak skombinować nocą fajki, dzielą się opiniami o muzyce, są wkurzeni za fuck-upy kolegów, wysyłają zaproszenia na fejsie do znajomych czy słuchają podcastów true crime. Autor potrafi kupić czytelnika dobrą, naturalną rozmową. Dzięki czemu nawet postaci drugoplanowe udanie dopełniają fabułę, tworząc ciekawy koloryt miejski. Choćby nowa postać technika Arka. Gość się pojawia dosłownie na kilka minut, daje się poznać z najgorszej strony (jest typem irytującego dupka), rzuca jednego świetnego onelinera, a ja... już chcę by powrócił w kolejnym tomie!

Niemniej jednak warstwa obyczajowa, mimo że dominuje w pierwszej części tomu, nie jest tą najważniejszą. Wolfhunt od początku był komiksem urban fantasy - w trzeciej części ów czynnik fantastyczny wybucha z pełną siłą. W Upadku dostajemy mocno rozbudowane wilkołacze lore. Co jest logicznym następstwem wcześniejszych wydarzeń, ale tym razem Mateusz w kreowaniu świata popuścił mocno hamulce. Do fabuły wpuścił kolejną fantastyczną rasę (w tym miejscu walczę o chęć walnięcia spoilerem) a gdy już się wydaje, że na tym zakończył sprawę to na ostatnich stronach pokazał, jak niewiele brakło by wydarzenia wymknęły się o wiele szerzej niż granice administracyjne stolicy Podkarpacia. Chociaż kto wie... komiks kończy się potężnym cliffhangerem!

Sterylno-cartoonową kreskę Mateusza można lubić bądź nie, ale nie sposób nie zauważyć pewnego progresu. Artysta coraz lepiej radzi sobie z przedstawianiem emocji malujących się na twarzach, bohaterom nadaje bardziej miękkie, naturalniejsze ruchy, przykłada się do wiernego odwzorowania miasta, ma niezłe pomysły na projekty postaci i odważniej korzysta z komputerowych efektów graficznych. Ale wciąż kuleją sceny akcji - tutaj zamiast ludzi zbyt często dostajemy rysunki "figurek", o takowej też gracji. Rykoszetem dostają przez to mroczniejsze sceny; niektóre są wręcz karykaturalne w wymowie. Musi też popracować nad wnętrzami. To w nich najbardziej wyłazi na wierzch komputerowa sterylność. Okej, część akcji dzieje się w pustostanach, więc gołe ściany są wskazane. Ale takie mieszkanie Leokadii? Strasznie surowe i nieciekawe...

Ten gruby komiks czyta się za szybko. Ale to nie wada, to zaleta. Michnowicz jest dobrym storytellerem; naturalność dialogów sprawia, że czas spędzony na przewracaniu kartek mija niezauważalnie. Co prawda w finale Mateusz wszystko skrzętnie tłumaczy (skazując tym bohaterów na gadulstwo) przez co tempo nieco siada, ale przy okazji buduje grunt pod przyszłe wydarzenia w sposób na tyle intrygujący, że odłożeniu komiksu na półkę po lekturze towarzyszą głównie pozytywne emocje.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wolfhunt #3: Upadek (scenariusz i rysunki: Mateusz Michnowicz, wydawnictwo ITeKa, 2026)

Co to się wyprawia w tym Rzeszowie? Ludzie spać nie mogą, gdyż po nocach bananowa młodzież urządza sobie parkingowe drifty tuningowanymi bry...