niedziela, 18 września 2022

Mój pierwszy zin (scenariusz: twórcy różni, rysunki: Marcin Medziński, wydawnictwo własne, 2020)


Marcin Medziński rysuje dużo, bardzo komiksowo, ale jego portfolio wypełniają głównie fanarty. Tym bardziej cieszę się, że na blogu mam okazję po raz trzeci gościć białogardzianina, w retrospektywnym przeglądzie jego krótkich form. 

Nawet pobieżna wizyta na blogu artysty pokazuje, że Medziński o rysunku wie wszystko. Z umieszczonych obrazów bije wiedza o anatomii, kadrowaniu, cieniowaniu, czy odpowiednim doborze właściwej grubości kreski. Już sama okładka przyciąga wzrok. Czy to autoportret? Wolverine? Hołd dla Tatantino? Skala enigmatycznych emocji rysująca się na twarzy mężczyzny sprawia, że po przeczytaniu zina, ręka mimowolnie obraca komiks do pozycji wyjściowej, by umysł jeszcze raz podjął próbę rozwikłania 'zagadki'.

A samo wydawnictwo składa się z czterech krótkich opowieści i rysunku przedstawiającego Luisa Armstronga. I co bardzo ważne - tytuł ukazał się na gazetowym, szarawym papierze. Trzymając go w rękach i przewracając kartki, poczułem zew przeszłości, gdy zaczytywałem się w TM-Semicach. Dziś młodzi nie chcą drukować na czymś tak nietrwałym. A szkoda; papier kredowy często nadaje rysunkom ton szpitalnej sterylności i wyzuwa z farby drukarskiej ducha czytelniczej przygody.


Mysz (scenariusz: Maciej Jasiński)


Ów short został wysłany na konkurs łódzkiego 30 MFKiG. Nic nie wygrał, ale został opublikowany w pofestiwalowym katalogu. W niemiłosiernie małym formacie. Tu ma szczęście wybrzmieć należycie. Maciej Jasiński pokazał na sześciu stronach szarą (sic!) codzienność średniowiecznej myszy. Całość kończy się dość zagadkowym kadrem, ale i tak środek ciężkości skupia się na warstwie rysunkowej. Medziński w brawurowy sposób pokazał ówczesny brud i miejsca do zadawania bólu. A że kadrowanie skupia się głównie na wędrującym po pomieszczeniach gryzoniu - Marcin dostał okazję pokazać opowieść z nietypowej perspektywy, na przykład narysować... same nogi postaci. Dobry, sugestywny króciak. Który można przeczytać tu.


W razie potrzeby wyciągnąć korek (scenariusz: Marcin Medziński, Maciej Wieliński)


Wg krótkiego wstępu, to opowieść o ostatnich chwilach życia mieszkańców Nowej Atlantydy (to nawiązanie do powieści Francisa Bacona?). Wynika z niej, że nie ważne czy to Nowa Atlantyda, czy mitologiczna - każdą z nich czeka nieunikniona zagłada. Scenariusz nie jest specjalnie oryginalny, to zepsucie obyczajowe uruchamia pewne wydarzenie, które prowadzi do apokalipsy. I podobnie jak w poprzednim shorcie, Medziński z polotem rysuje bród i zgniliznę, które produkuje zblazowane społeczeństwo. Opowieść niosą proste archetypy, który układają się w utopijno-anarchistyczny przekaz, ale i tym razem fajność opowieści dźwigają rysunki. A dzięki udanemu kontrastowi "krzyk-spokój" (zarówno w warstwie fabularnej, jak i graficznej), zaczerpujemy na koniec świeżego powietrza razem z bohaterem. O, w tym miejscu.


Lech Podróżnik: przygoda na rzece (scenariusz: Marcin Medziński)


Ech, szkoda, że to tylko krótkie opowiadanie i nigdy nie będzie miało ciągu dalszego. Marcin wyskrobał w nim niezły pomysł na fantastyczno-awanturniczą serię, opowiadającą o młodzieńczych przygodach Lecha. Tak, tego który zapisał się na kartach historii jako założyciel państwa polskiego. Przy czym, jak sam autor podaje, inspiracją były przygody Conana z Cymerii, żadne tam źródła historyczne. I tak oto dostajemy wędrującego po pre-słowiańskich krainach charyzmatyczną postać, która pomyka na górskim koźle i taszczy u boku wielki topór. Pewnego dnia przyjmuje od mieszkańców jednej z wiosek zlecenie na zabicie trytona, który dopuścił się m.in. morderstwa niewiasty. I dobra, niech będzie że Medziński miał w głowie Conana, ale wyszedł mu... klon Geralta. Ta historia ma wszystkie cechy dobrego wiedźmińskiego opowiadania - dobre zaplecze mitologiczne, zarysowane dylematy moralno-obyczajowe i dość cięty język głównego bohatera. No świetne to, szczególnie w takim mocno utuszowionym wydaniu. Marcin powinien się zbratać z Arturem Biernackim, by rozłożyć siły i wspólnie pociągnąć pomysł dalej! A sprawdzić świetność pomysłu można tutaj.


Zlecenie grafika (scenariusz: Marcin Medziński)


To dwie strony o rysowaniu pleców konia. Serio! Skąd taki pomysł? O tym opowiada sam autor w krótkim wstępie. Bez jego znajomości short jest mocno enigmatyczny, ale podejmuje rzadko podnoszoną kwestię relacji scenarzysta-rysownik. A graficznie to niezła klaustrofobia, udanie rezonująca z okładką zina. Obie strony do wglądu w tym miejscu.

===

I pozostał niedosyt. Chciałoby się, żeby powstał Mój drugi zin, potem trzeci i kolejne. Podobno drugi zeszyt Kościwprocha cały czas się robi, choć patrząc na szczegółowość roboty Marcina, zdaję sobie sprawę że skończenie go może zająć dowolną ilość czasu. I mam nadzieję, że artysta tworzy w wolnych chwilach równolegle inne komiksowe rzeczy. Czytać go, to czysta przyjemność!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Stan bloga po PFSK'24

Trzeci rok z rzędu pojechałem na Poznański Festiwal Sztuki Komiksowej. Trochę na wariackich papierach. W mieszkaniu bajzel po niedawnym remo...