Zapowiedź nowych Tytusów z kontynuatorami wywołała spory oddźwięk w social mediach. Przeważały głosy o szarganiu świętości oraz sensowności powstania dalszych przygód. Wiadomo, kreski i humoru Henryka Jerzego Chmielewskiego nie da się podrobić. W końcu komiks się ukazał. Czy ma on rację bytu w 2026 roku, który wygląda zupełnie inaczej niż parę dekad temu?
Współautorem scenariusza jest syn Papcia Chmiela, Artur Chmielewski. Jego autorstwa jest również dość rozbudowany wstęp, w którym przytacza parę wspomnień z młodości. To, co z tekstu wydaje się być najbardziej interesujące to to, że Chmielewski Junior wygrzebał z archiwum siedem nigdzie nie publikowanych dowcipów Papcia, które następnie wplótł w nową historię. Jeszcze przed premierą komiksu pojawiły się pytania, w jaki sposób nowi scenarzyści oddadzą ducha epoki, w której Tytusy odnotowywały największą popularność. Czy zostanie zachowana ciągłość czasowa z elementami charakterystycznymi dla minionych dekad, czy jednak twórcy wskoczą w całkowicie współczesne buty?
Karol Weber wybrał bramkę nr 2, choć udało mu się dokonać przejścia w sposób gładki. Mimo, że akcja nowej Księgi I dzieje się współcześnie (jest mowa o GPS, jedno z miejsc akcji to wiec wyborczy, dostajemy dowcip związany z żywnością pełną przemysłowej chemii) to obok tego chłopaki jadą na obóz harcerski do lasu, taki z ogniskiem i śpiewami przy gitarze a A'tomek cały czas nosi charakterystyczny zielony mundur. I nikt nie używa telefonów komórkowych! Weber sprytnie pomieszał stare z nowym i nie sądzę, że po lekturze ktoś powie że kontynuacja jest zbyt nowoczesna i zgubiła klimat oryginału, bądź odwrotnie - że została napisana dla dziadersów a młody czytelnik nie znajdzie w środku nic interesującego.
Pokazuje to już dobrze punkt wyjścia. Romek z A'tomkiem szukają kolejnego pomysłu jakby wspomóc uczłowieczanie Tytusa. W tym celu udają się do laboratorium profesora T.Alenta z zapytaniem jak zwiększyć inteligencję u ssaków naczelnych. Profesor przedstawia chłopakom swój najnowszy wynalazek - latającego robota E'jajka z wbudowanym agentem AI. Od tej pory Tytus zaczyna posiłkować się wiedzą metalicznej kropki, która cierpliwie pomaga urzeczywistnić wszystkie jego nieprawdopodobne pomysły. Co powoduje szereg zabawnych sytuacji.
Finalny efekt? Taki pół na pół. Scenarzyści dwoją się i troją, by uczynić opowieść atrakcyjną dla młodych czytelników. Tytus ze swoim charakterystycznym sposobem widzenia świata wpisuje się w profil typowy dla młodzieży wczesnoszkolnej, która potrafi rozczulić swoją dociekliwością w zaskakujących kontekstach. Pierwszy przykład z brzegu: Tytus pyta E'jajka jak zrobić lody na patyku bez patyka. W tym szympansie jest wciąż ujmująca naiwność, którą pokochały kolejne pokolenia rozczytane w starych księgach.
Weber również nie zapomina o starszych czytelnikach. Łamie kilka razy czwartą ścianę, daje pożywkę dla nostalgii wprowadzając do historii dobrze znane wehikuły i maszyny (na zasadzie easter-egów) i operuje charakterystycznymi znacznikami upływu czasu. Minęły 4 chwile i 3 momenty. Dwie kanapki i 3 kęsy później. Pamiętamy to, prawda? Nie zabrakło również kultowego WTEM! Ponadto Karol stara się konstruować dowcipy korzystając z tych samych algorytmów co Papcio - przez słów cięcie-gięcie. Większość żartów sytuacyjnych opiera się na absurdalnych skojarzeniach. Pada jakieś hasło w jednym dymku, w kolejnym dostajemy w odpowiedzi jego "głupio-dziecięcą" interpretację. W bibliotece należy zachować ciszę - pada z ust E'jajka. Na co Tytus: Dlaczego? Książki śpią? Owszem, nie wszystkie wszystkie dowcipy są równie udane, ale trzeba przyznać scenarzystom, że przyłożyli się by sklonować Papciowy przepis na humor.
Czemu więc nie jestem do końca zadowolony? Do warstwy humorystycznej nie mam większych zastrzeżeń, ale jako boomer będę narzekał na kiepskie oddanie charakterów głównych postaci. Zarówno Romek jak i A'atomek zostali sprowadzeni do roli NPC-ów, których jedyne zadanie to towarzyszenie w przygodach Tytusowi. A przecież Romek był tym typem kolegi, który tylko czekał aż szympans zrobi coś głupiego by sobie pośmieszkować. A'tomek był typowym omnibusem i poniekąd motorem kolejnych przygód. Tutaj to całkowicie bezbarwne postacie głoszące równie bezpłciowe zdania. Sam Tytus został również ugrzeczniony - z urwisa, który tylko wypatruje okazji by coś spsocić, został zdegradowany do fajtłapowatej małpy, wywołującej ambarasy tylko dlatego, że się potknął i wpadł w błoto czy inne kartony. Zdaję sobie sprawę że dawne tytusy w dzisiejszych czasach mogą być traktowane jako mało wychowawcze, ale co zrobię - starego ramola uwiera to, że w bohaterach jest za mało szelmostwa.
Nie mam zamiaru narzekać na warstwę graficzną. Zbigniew Larwa udanie wskoczył w buty Papcia. Nie przeszkadza mi, że T.Alent mało przypomina swoją starszą wersję a miejscami rysy twarzy głównych postaci również wydają się być dyskusyjne. To jest styl Chmielewskiego - z przedstawieniem postaci, projektami pojazdów, kolorami, grubością kreski, konstrukcją kadrów, perspektywą i rozpisaniem scen na stronę. Rysownik zadbał o szczegóły zwiększające immersję. Od ręcznych obwiedni ramek, akwarelowych światłocieni, przez pierdołki typu kozaczki Romka na popisach akrobatycznych Tytusa kończąc. Można Nowe przygody były zrobić znacznie gorzej, celując np. w podobieństwo do filmu pełnometrażowego bądź posługując się dobrodziejstwami komputerowych programów graficznych. Tutaj dostajemy w pełni "analogową" robotę. Tak, kampania reklamowa została przygotowana w kiepski sposób i wzbudzała uzasadnione podejrzenia o pomoc AI w tworzeniu komiksu. Za to podczas lektury nie miałem ani razu uczucia, że obcuję z dziełem ze 'wspomagaczami'.
Owszem, Księga I nowych przygód jest technicznie rzecz biorąc komiksem niepotrzebnym. A jednak jest przyzwoitym komiksem dziecięcym. Nie będę zdziwiony jeśli okaże się, że znajdzie się całkiem spora grupa dzieciaków, które będą chciały sięgnąć po tom II. To, że powstanie - jestem pewien. Gdyż w całej tej "niepotrzebności" jest całkiem fajnym produktem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz